ŻYCIE, którego pragnę.

16 November 2015

Posiadam jedną sztukę doskonałej belgijskiej broni myśliwskiej; ale nie chodzę na polowania. Mam słownik hiszpański, ale nie umiem mówić po hiszpańsku. Mam frak, ale ostatni raz miałem go na sobie przed dziesięciu laty i już nawet nie potrafię sobie wyobrazić, z jakiej okazji mógłbym go włożyć. Mam globus, ale już nie podróżuję. Mam cynowy kałamarz z czasów Rakoczego, ale nigdy go nie używam; w kawiarni proszę o pióro i atrament. Mam stojak na fajki z pełnym wyposażeniem, piankowymi fajkami koloru kasztanowego, z sitkiem na tytoń, ale nigdy nie paliłem i nie palę fajki. Ilekroć te przedmioty wpadną mi w ręce, z zakłopotaniem stwierdzam, że doskonale przygotowałem się do życia, jakiego w żadnym stopniu nie pragnę.

Sándor Márai, Rzeczy (Luty), w: Cztery pory roku.

cytat mi podesłany, ale zachwyca swoją trafnością. Ile mam niepotrzebnych rzeczy, gdzieś w głowie zanotowanych list do zrobienia, książek do przeczytania, które wcale nie dotyczą mojego życia, tylko życia którego JUŻ nie pragnę i nie chcę. Marzeń z których już wyrosłam, pragnień których nie chcę spełnić.

Potrzebujemy czasem wolności od siebie samych by zrobić przestrzeń na ŻYCIE, do którego zostaliśmy powołani i które sprawi że będziemy szczęśliwi.

Łaska dana nam jest do PEŁNA!

Zdecydowanie jestem wzrokowcem i to chyba dlatego tak często towarzyszy mi kartka i długopis. Nie wiem ile już razy robiłam podczas jakiejś konferencji czy kazania zamieszanie szukając w otchłani mojej torby jakiegokolwiek skrawka papieru i długopisu. Może do zapisanych słów nie wracam często, ale dzięki pisaniu one do mnie bardziej docierają. Są także pomocą podczas trudniejszych dni czy w czasie szukania odpowiedzi na trudne życiowe pytania.

Z drugiej strony, nie wiem jak WY macie, ale zdarza mi się często myśleć obrazami. Niestety nie jestem uzdolniona plastycznie (próbowałam rysować :) największe osiągnięcie to ładny dzbanek do herbaty :) ) i jeśli chodzą za mną jakieś obrazy to szukam kogoś kto mi coś narysuje. Na szczęście mam przy sobie ludzi, którzy lubią i chcą dzielić się swoim talentem.

Czytaj dalej

to już zdrada?

Podobno generuje przygody.

Podczas jednej z ostatniej zmian w mojej poprzedniej pracy zagadał mnie jeden klient. Normalny przeciętny Facet, koło 40., taki z dobra gadką. Najpierw było o moich pięknych oczach, potem gadaliśmy o tym że jestem wspaniała, a na końcu doszliśmy do tego, że jest bardzo zmęczony bo musiał sprzątać dom.

Potem już mówił sam. Wniosek za wnioskiem. O tak po prostu, że sprzątał dziś aż kilka godzin, bo KTOŚ w domu nie sprząta i ten KTOŚ  nie wie, że nie sprząta się dla samego SPRZĄTANIA, ale dla drugiej osoby i że powinno się to robić tak po prostu, ale z MIŁOŚCI.

Oczywiście tym kimś była ŻONA przeciętnego Faceta.

Czytaj dalej

kolejny rozdział

Mam wrażenie, że nasze życie można poukładać jak rozdziały w książce. Jeśli tylko usiądziemy  na spokojnie możemy zobaczyć, że na pewnych etapach jesteśmy czegoś uczeni przez Boga. Coś konkretnego w nas dojrzewa, coś ma na nas wpływ i większe znaczenie.

Pytanie co jest dla nas priorytetem i jak byśmy nazwali swój rozdział książki.

Czytaj dalej

Tak, nie, inaczej, tego nie rób ,tak się zachowuj, tak zrób. Bóg jest Miłosierny!

Pomożesz mi to pojąć?

Mam nie stawiać sobie w głowie schematów tylko być otwarta na drugiego człowieka.

Znając swoje ‚ograniczenia’, ‚wady’ mam nie trzymać się siebie, swojego strachu tylko być otwartą na drugiego człowieka. Wchodząc w nową relacje mam nie trzymać się tej ‚relacji’ tylko po prostu ŻYĆ.

Poznając drugiego człowieka mam nie skupiać się na nim. Poznając drugiego człowieka mam nie skupiać się na sobie.Mam  wierzyć i żyć.

Będąc w relacji mam mówić co myślę i czuję, bo bez dialogu ktoś zobaczy efekty moich przemyśleń, a nie dowie się co siedzi we mnie. Mam jednak wyczuć co mówić i kiedy mówić, bo trzeba zdobyć zaufanie. Mam nie być ‚hop do przodu’ bo kobiecie nie wypada..
Tak, nie, inaczej, tego nie rób ,tak się zachowuj, tak zrób, tak nie rób, to wypada, tego już nie, ogarnij się, nie przesadzaj, weź na wstrzymanie. Tak, nie, inaczej, tego nie rób ,tak się zachowuj, tak zrób, tak nie rób, to wypada, tego już nie, ogarnij się, nie przesadzaj, weź na wstrzymanie. Tak, nie, inaczej, tego nie rób ,tak się zachowuj, tak zrób, tak nie rób, to wypada, tego już nie, ogarnij się, nie przesadzaj, weź na wstrzymanie. Tak, nie, inaczej, tego nie rób ,tak się zachowuj, tak zrób, tak nie rób, to wypada, tego już nie, ogarnij się, nie przesadzaj, weź na wstrzymanie.
wiesz co Boże?

Robimy głupoty i teraz.. tak się głupio ratujemy. Jakimiś zabezpieczeniami, schematami jakimiś ograniczeniami . Żeby nie bolało, żeby się udało, żeby było dobrze, żeby ktoś nas polubił. żeby on nie odszedł, żebyśmy nie zostali sami.

Grzech, nie wierność Tobie, spowodowała, że próbujemy się jakoś połatać, posklejać, tymczasową taśmą klejącą. Jedna łatka, druga łatka. I tak może dotrwamy, może ‚dopadniemy’ kolejną relację, Może się uda? może kolanem to przepchnę…?
Nie udało się.  Nie uda się. Tymczasowe nasze ludzkie rozwiązania nie dadzą rady. I tak wrócimy do tego co było, tylko jeszcze bardziej poranieni.
W roku miłosierdzia. Boże, obmyj mnie, nas swoim miłosierdziem.

Byśmy po ludzku nie próbowali siebie sklejać, naprawiać, polepszać, zmieniać czy udawać kogoś kim nie jesteśmy.

Chcemy żyć! W Tobie, w Twojej otwartości i Twojej Miłości. Matko prawdziwej Miłości naucz nas jej.

 

 

zostałam uzdrowiona.

Jak o tym napisać?

jak to ubrać  w słowa? Wiem, że muszę, że chce umieć o tym mówić. W końcu to nie stało się dla mnie, ale dla całego Kościoła Katolickiego. Przesadzam?

Zacznijmy od początku. To było kilka trudnych miesięcy. Walka samej siebie z… samą sobą. I nagle nie wiem nawet kiedy coś się wkradło. Chaos. W postaci, której JA, królowa codziennego chaosu, przestałam ogarniać. Co było najgorsze? że nie wiedziałam, że ten Chaos się wkradł. Myślałam, że to część mnie. Jednak to nie było „moje”. Co raz więcej myśli  na sekundę, co raz więcej agresji, przekleństw i co raz więcej myśli, które nie pochodziły ode mnie. Brak skupienia, chaos, zdenerwowanie, nie pokój.

Wielkanoc była trudna. Brak radości, niepokój, agresja w zachowaniu.

Dziwnym trafem trafiłam do mojej przyjaciółki na wiejską imprezę i tam podczas rozmowy doszło do mnie, że to nie jest ode mnie. Te myśli, ten Chaos nie jest mój. Nie pochodzi od Boga. Następnego dnia w Łodzi była Msza święta o uzdrowienie, od jakiegoś czasu w nich uczestniczyłam.

Nie modliłam się wcale o ogarnięcie tego chaosu, najpierw prosiłam o zdrowie, ale potem sama modlitwa przeszła na odebranie tego co nie jest ode mnie. O odebranie myśli które mnie zadręczały.

W czasie poznania usłyszałam: dziś została uzdrowiona kobieta która jest nękana przez szatana przez różne natarczywe myśli. Bóg Ci to zabiera i Cię uzdraiwa.

Nie uwierzyłam w to, kiedy z ambony usłyszałam, że osoby które doznały uzdrowienia mają zgłosić się do zakrystii, by później dać świadectwo uzdrowienia. W tym momencie pojawiły mi się w sercu wątpliwości. Czy to prawda? I prawie od razu „usłyszałam” wyraźne pytanie w sercu:

„Wierzysz w to, że zostałaś uzdrowiona? jeśli wierzysz zaświadcz to przed kościołem i daj świadectwo uzdrowienia.”

i tak się odważyłam, pomimo obaw, bania się mówienia o czymś czego jeszcze nie pojmuje. Powiedziałam, przed wszystkimi, ze jestem uzdrowiona i własnie to, że o uzdrowieniu otrzymanych łaskach trzeba mówić bo one są na chwałę Kościoła i dla umocnienia innych.

I tak właśnie jest. Usłyszałam CISZĘ. Zmieniło to wszystko.  Nie wiem z czego zostałam uzdrowiona, bo Boga nie mogę o to spytać :) :) , ale jestem wolna. I widzę po tym jak bardzo szatan o nas walczy. Jak miesza i jak już sami przestajemy wiedzieć co jest od nas a co nie. Co jest prawdą a co jest jego kłamstwem. Jak bardzo umie uderzyć w nasze słabe punkty.

Jednak najbardziej widze jak Bóg mnie kocha. Jak o mnie dba. Jak dokonał cudu i mnie uzdrowił. Wiem, że od tego momentu nie jest prościej. Przecież, gdzie działa Bóg, szatan próbuje uderzyć mocniej. Wiem, że uzdrowienie to ŁASKA którą dostajemy i musimy za nią pójść. Zmienić nasze nawyki zwyczaje by nie wrócić do poprzedniego stanu.

W poniedziałek wielkanocny zostałam uzdrowiona i powoli we mnie to dojrzewa. Próbuje się dowiedzieć jak i z czego i co dalej, ale chyba potrzebne są tu dwa najtrudniejsze środki – jak ktoś bliski powiedział. cierpliwość i czas.

ANIA

Dla mnie uzdrowienie to DROGA

uzdrowienie to ŁASKA

to WYBÓR TEJ WŁAŚNIE drogi.

Dziękuję.

zmienić reguły gry – odchudzanie… po chrześcijańsku :)?

Pół żartem – pół serio, ale może wyciągniesz z tego tekstu choć jedno dobre słowo. Postarajmy się odwrócić nasze myślenie.

Kochane dziewczyny,

każda z nas chce dobrze czuć się w swoim ciele. Czasem nie chodzi o to by zgubić dodatkowe kilogramy, ale mamy takie dni, miesiące czy o prostu czas w życiu, kiedy po prostu ciężko nam się patrzy w lustro. Nie chodzi o to, że widać po nas czy nawet o to że przytyłyśmy, ale o to, że my czujemy się inaczej. Nasze ciało nie jest takie jakie byśmy chciały. Odbiera nam to pewność siebie, a nasz uśmiech jest trochę bledszy niż zawsze. Inni tego nie widzą, ale my to odczuwamy. Wytłumaczenie czasem jest bardzo proste w końcu nasze ciało ciągle się zmienia w zależności od dnia naszego cyklu.

Jednak mam wrażenie, że wmówiono nam, że jeżeli zgubimy dodatkowe kilogramy to właśnie WTEDY albo TYLKO wtedy będziemy siebie lubić. Jednak bywa i tak, że jeśli nawet nam się uda schudnąć czy poprawić nasza kondycję to nie czujemy się tak jak tego oczekiwałyśmy. Nagle satysfakcja okazuje się za mała albo krótkotrwała. Oczywiście w odchudzaniu nie chodzi tylko o zgubienie kilku kilogramów, ale o zmiany w naszym życiu. Może jest takie błędne egoistyczne koło? Brak miejsca na łaskę? Może da się schudnąć, zmienić swój tryb życia, a przy okazji zrobić coś dobrego?

Jak pisałam to tekst z przymrożeniem oka, więc w takiej perspektywie dalej go czytaj.

Jeżeli odmówię sobie czekolady, słodyczy to może dzięki temu będę mogła przelać jakieś pieniądze na fundację. Zamiast wydawać pieniądze na słodycze.

Jeśli chce lepiej się odżywiać, to może gotując, będę miała okazję zaprosić do siebie swoich przyjaciół, dla których już dawno nie miałam czasu, ani sposobności by trochę z nimi pobyć.

Jeżeli zamiast siedzieć przed telewizorem pójdę na basen czy spacer to popracuje nad moim lenistwem i wyćwiczę silną wolę?

Jeśli nie kupię gotowych dań tylko poproszę mamę czy babcie żeby nauczyła mnie coś gotować to sprawię im przyjemność, spędzę z nimi czas, a przy okazji  zdobędę nowe umiejętności?

W miejscu doświadczenia „BRAKU” jest miejsce na Ł A S K Ę.

Gdy odmawiamy sobie czegoś, to właśnie coś przestaje być nasze i znów jest miejsce na łaskę. Odmawiając sobie słodyczy, pieniądze przestają być nasze. Odmawiając sobie filmu, czas przestaje być nasz, ale staje się ofiara i czymś co może spowodować coś dobrego, staje się miejscem nas Ł A S K Ę.

Winny: poniedziałek. Oskarżyciel: cały świat.

Ostatnio co raz częściej można spotkać się z atakiem  na biedny poniedziałek. Włączam radio i od razu słychać audycje „byle do piątku” wchodzę na portale społecznościowe, a tam od razu widzę obrazki z biednymi smutnymi zwierzątkami z napisem „nienawidzę poniedziałku”.
Czym ten poniedziałek zawinił?
Tym, że jest po Niedzieli?
Czemu nie może nam wystarczyć dwa dni odpoczynku i z nowymi siłami ruszyć  w Nowy Tydzień ?

Zadziwia mnie, to że nie potrafimy odpoczywać tak, żeby poniedziałek był dniem nowych sił i nowej „energii” do działania.  Czemu wszystko jest nastawione na to by zaczynać Nowy Tydzień od takiego nastawienia. Przecież to co robimy w ciągu tygodnia jest równie istotne. Właśnie to jak przeżyjemy tydzień  – czy pracowicie czy nie czy z dobrym nastawieniem czy nie pomaga nam twórczą i tak na prawdę zasłużenie odpocząć.

Kiedyś podczas błahej rozmowy z osobą którą się dawną nie widziałam. Na zasadzie „cześć co słychać, ładna pogoda”. Weszło na narzekanie pod tytułem „ooo… jest poniedziałek, jakie to straszne !”. Narzekając ta osoba sama do tego doszła, że przecież jakbyśmy nie narzekali na poniedziałek, bo by go nie było, to narzekalibyśmy na wtorek czy kolejny dzień który byłby początkiem tygodnia.

Zresztą, czy dla osób wierzących to Niedziela nie jest początkiem tygodnia?Czy to nie ona może być wyznacznikiem naszego działania i brania sił z Świętego Dnia?

Odwróćmy naszej myślenie, dajmy spokoju poniedziałkowi. Nie dajmy się zwieść temu, ze nasza praca i działanie jest tylko po to by wytrwać do Piątku.  Zaprzeczając Liroyowi, że ” Jest piątek, tygodnia koniec i początek”.

Doceniajmy naszą pracę, szczególnie w Adwencie, twórczo, a może szaleńczo odpoczywając w weekend.

„Kiedy nastał poranek dnia siódmego Bóg nie trudził się już stwarzaniem świata. W tym dniu Pan Bóg odpoczywał – i błogosławił dzień siódmy i uczynił ten dzień – świętym.”

kłamstwo szatana.On

w jakiś nie wyobrażalny dla człowieka sposób szatan potrafi Ci wmówić, że w najbardziej szczęśliwym momencie dla Ciebie – że jesteś nieszczęśliwy.

Tak było w Raju. Nie wyobrażalnie blisko Boga, blisko w Jego relacji,  szatan zdołał jednak zasiać niepewność, wbić do głowy, do serca, że coś jest nie tak. To tak jakbyś stała przy ołtarzu z człowiekiem którego kochasz była nie wyobrażalnie szczęśliwa, zaraz mu miała złożyć przysięgę, a szatan właśnie zaczął Ci podpowiadać, że ten chłopak z trzeciej ławki, da Ci prawdziwe szczęście, że on nie ma wad, że na bank Ci będzie z nim lepiej.

On próbuje Ci wbić do głowy, że gdzieś jest lepiej, że gdzieś indziej będziesz bardziej szczęśliwa, że gdzieś z kimś, że coś innego da Ci szczęście, że nie będzie to Bóg.

zrób jeszcze

obejrzyj kolejny film

wróć do poprzedniej relacji

a będzie lepiej,

Wszystko to staje się pożądliwością co odciąga Cię od Boga, jest zabraniem Twojej wolności. Sprawieniem, że nie jesteś szczęśliwa.

Pożądliwość to też relacja, seriale czy przysłowiowy brak opanowania przed ostatnim „ciastkiem”. Ciągła chęć naprawiania siebie i dążenie do ideałów powodóje Twój brak wolności siebie.

Nie musisz być pierwsza. Zły chce byśmy wierzyli, że co innego da nam szczęście.

Jesteś zwycięzcą, bo jesteś córką Zwycięzcy.

 

lubię moją mgr.

To zdecydowanie nie jest dla mnie łatwy czas. Piszę pracę mgr. Wiem, moge powiedzieć że tego nie lubię że to przymus że może się obronie we wrześniu albo… kiedyś tam. Ale lubię to.

Nie chodzi o to, że nie chcę pisąc tej mgr, tylko o to jak bardzo musze zmierzyć się ze samą sobą i podporządkować swoje życie idei która może nie do końca ma sens. Nikt nie lubi jak ogranicza się jego wolność .

Mam temat który sama wymyśliłam, sama ch ciałam. Wybrałam przecież sama te studia, ale… wymaga to ode mnie zmierzenia się z szeregiem moich wad. Ciągle na nowo z lenistwem z bałaganem, ze stylem życia a nawet z brakiem pomocy rodzicom w domu. Lubię to, ale czasem brak sił i stres sięga paraliżujących momentów.

Nie lubię słowa „Stres”  ktoś powie czym się tu stresować, a tu wychodzi brak moich umiejętności wiedzy, to że zawiodę siebie, że znów czegoś nie potrafię, że nie zrozumiem, że to przekracza mnie i moje kompetencje, to że muszę mniej pracować, wiece mniej zarobię, to że nie umiem żyć bez ludzi i trudno mi wygenerować czas na pisanie, to że wszystko ma na mnie wpływ. Nagle ma istotne znaczenie o której pójdę spać i co zjem. Przesadzam? po prostu jest to dla mnie ważne. Chcę to zrobić dobrze, a tak rzadko mi coś wychodzi coś robię w 100%. Już koniec kwietnia, stres zamieszkał za rogiem.

Najbardziej dokucza to, że jest mnóstwo ludzi przy które patrzą? są? z tej strony ze to nie potrzebne że po co się spinam… Trudno to wytłumaczyć, ale myślę że jakoś żyjemy w czas w których łatwiej się ludzie wspierają w narzekaniu i w tym że coś nie warto robić niż w działaniu.

To chyba takie nasze zadanie Chrześcijan. Nie ewangelizować pustymi słowami, ale znakiem naszego działania. Naszego Chcenia wypełniania życia na maksa. Utwierdzania, ludzi że tak dasz radę i tak warto coś robić.

Panie Boże umocnij mnie w działaniu, bo tak bardzo tego teraz potrzebuje.

Odwróć wzrok od PUSTEGO GROBU

imagesKoniec wymówek, narzekań, zwalania na konsekwencje czy „po prostu mi nigdy nie wychodzi”, jestem za mało… utalentowany.. zdolny.., mam za mało czasu..  czy jakaś inna wypowiedziana wymówka, która serwujesz sobie czy innym.

 

 

wiesz? Chrystus Zmartwychwstał.

 

Wielki Piątek,

Chrystus umiera na krzyżu. Umiera i przybił na krzyżu Twoje lenistwo, Twoje wymówki, Twoje zaniedbanie dobra, wszystko z czym sam się zmagasz i do czego Jego nie dopuszczasz.

Adorując krzyż, adorując Jego rany myślałam o tym co chce oddać w tej chwili oddać, by umarło i zostało zabrane do grobu wraz z Nim,

potem następuje Sobota, a On Zmartwychwstał.

ODWRÓĆ WZROK OD GROBU!

Musisz tylko odwrócić wzrok od grobu. Nie patrz na to co tam zostało, zacznij Nowe Życie.

Wyobraź sobie, że budzisz się jutro i wiesz że nie jesteś leniwy, mało utalentowany, bałaganiarzem, łakomczuchem, nie masz problemu z nieczystością, kłamaniem czy czymkolwiek.

Jesteś NOWYM CZŁOWIEKIEM. On Zmartwychwstał, wyszedł z grobu, zostawił tam płótna. Każda decyzja czy skłamiesz, czy zaniedbasz dobro,  zmarnujesz  czas, jest decyzją Nowego Człowieka. Nie masz na co zwalać. Zacząłeś od Nowa. Zmartwychwstanie już się wydarzyło,

Nowy Człowieku, jaka jest Twoja decyzja na Jutro?  Zapytaj Go jaką ma wizje Ciebie i idź tą drogą!

(na podstawie kazań z Liturgii Paschalnej

w kościele Eucharystii, w Łodzi)

ALLELUJA!


” oddech weź,
już najgorsze jest za Tobą
w końcu gdzieś,
będzie lepiej, daję słowo
nie bój się,
uwierz w siebie, masz już wszystko
poczuj więc,
że przed Tobą cała przyszłość „

 A. Rojek Cisza i wiatr

(NIE) CHCE MI SIĘ część 2. skąd ono się bierze?

tak sobie myślałam o tym, że to NIE CHCE mi SIĘ, musi skąd się brać.

skąd ono się bierze?  może to NIE CHCE MI SIĘ jest tylko skutkiem, powstaje w  przypadku jakiegoś „braku” i wypełni naszą pustkę, pusty fragment życia i zalepia wszystko co jest nie dokończone, nie wypracowane, nie uporządkowane i powoduje że jakoś jesteśmy wstanie istnieć.

może to brak odwagi?

brak zaufania do Boga?

może to brak umiejętności organizacji sobie życia, stawiania sobie celów, brak podejmowania DECYZJI?

nie umiejętność BYCIA SAMEMU?

I tak w końcu nastanie ten moment ze zostanę sama . MOGĘ być najbardziej towarzyska osoba mieć milion rzeczy do zrobienia ale zawsze zostaje moment w którym zostanę sama ze swoją przestrzenią życiową  z moja pustka do zaakceptowania. w nic innego nie przemieni. zawsze będzie w Nas pewna tęsknota. Pewien brak,  w końcu każdy z nas ma w sobie „dziurę” która wypełni tylko Bóg.

Kiedyś jeszcze szukałam: wymówek albo   rozwiązań które były bardzo tymczasowe. Terapia nie będzie nigdy dobrym rozwiązaniem gdy sami nie włożymy w nią pracy. Podróżowanie stanie się ucieczka, a troska o znajomych stanie się zaangażowaniem w ich życie bardziej niż we własne.

trzeba zapytać Boga skąd to NIC MI SIĘ nie chce się bierze…