ŻEGNAMY STAN PANIEŃSKI :)

Nie, nie mój ;)

Na ostatnim weselu (może przed ostatnim?) trochę się zacięłam i jak zdarta płyta powtarzałam: „na ilu to weselach byłam w ciągu pięciu lat”. Trudno się dziwić, że ktoś w końcu zapytał czemu w kółko o tym mówię.. może dlatego, że w końcu udało mi się to policzyć? a może dlatego, że ciągle mnie zadziwia, ile było tych wesel? jakieś… dwadzieścia w przeciągu pięciu lat.

Czytaj dalej

czym się karmisz?

czym się karmisz?

Bóg mówi do Nas w różny sposób. Czasem łagodnie na adoracji w ciszy naszego serca, do niektórych przemawia przez piękno przyrody, czasem dosłownie, do innych przez kogoś. Ostatnie olśnienie naszło mnie w najmniej oczekiwanym momencie. Siedząc w samochodzie w podróży łódź-Częstochowa- Łódź-Gdynia-Łódź i to wszystko w ciągu 22godzin.

Jedna rozmowa sprawiła, że poczułam się jak Dobra Wróżka, która znalazła odpowiedź na najtrudniejsze pytanie świata. Ba! Nawet nie na jedno, a na jakieś tysiąc! Oświecenie naszło, kiedy nie zgadzałam się z współpasażerami wyprawy – dyskusja dotyczyła dorosłych relacji z rodzicami. Dyskusja dała mi jednak odpowiedź na inne pytania, jak przyjaźń damsko-męska, jak powinna wyglądać relacja z Kapłanem jako Twoim spowiednikiem czy kierownikiem duchownym. Zrozumiałam, że na te pytania odpowiedź jest jedna i jest kolejnym pytaniem. Może oczywista, ale do mnie dotarła dopiero teraz. Co karmisz w tej relacji?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, kiedy mamy byś samodzielni, kiedy relacje z rodzicami mają zejść na drugi plan, czy przyjaźń damsko-męska jest dobra. Nie ma jednoznacznych na to odpowiedzi. To tak jakby zastanawiać się czy mamy jeść owoce czy słodycze. Można na to odpowiedzieć pod kątem zdrowotnym, pod kątem tego co chcemy często robić albo brać zupełnie inne czynniki pod uwagę.

Najważniejsze jest pytanie co w tym Co chcesz karmić,  Jaki masz w sobie głód?

Czy relacja damsko-męska uczy Ciebie budowania relacji z płcią przeciwną czy już zaspokaja Twoją samotność i przez to … przestajesz się realizować siebie i swoje powołanie. Jakie są źródła głodu, pragnienia? Czy relacja z rodzeństwem, z siostrzenicami, dziećmi Twoich przyjaciół, zaspokaja Twój instynkt macierzyński/ojcowski i już nie szukasz odpowiedzi na swoje powołanie czy jest dobrym czasem rozwoju i budowania wspomnień? Jaki masz w sobie głód? i najważniejsze pytanie – Jak go karmisz?

Mamy w sobie odwieczny głód Boga w sobie. Jednak żyjąc pojawiają się jeszcze inne tęsknoty w Nas. Za drugą  osobą, za rodziną, za tym żeby nas ktoś podziwiał czy kochał. Najtrudniejsze to nie uciekać od tego. Tęsknoty nie są złe, póki chcemy się z nimi zmierzyć i świadomie je „nakarmić”. Łatwo zejść z drogi do Nieba próbując czymś na prędko się nażreć, gdzieś przeczekać głód serca, nie zmierzać się ze sobą. Znajdźmy czas i zastanówmy się za czym tęsknimy i jak się karmimy.

Idzie nowe, nowa JA?

Zatęskniłam ostatnio, za kimś kogoś dawno nie widziałam. Kogo dawno nie słyszałam, kto dawał mi  poczucie wolności swobody i tego beztroskiego śmiechu. Nie umiem podać konkretnego momentu, kiedy znikła mi z oczu ta osoba. Może to była konkretna data w kalendarzu? Może dłuższy proces? Może, jak z dziurawego kubka, powoli uciekała przez palce? Tak jakoś w różnych decyzjach w rożnych sekundach,  gdzieś uleciała mi z rąk. Z planu dnia czy grafiku miesiąca. Lubiłyśmy się choć mało ją doceniałam, mało się o nią troszczyłam. Nawet  może ktoś by powiedział, że była za mało rozsądna. Przesadnie spontaniczna, a przede wszystkim zbyt emocjonalna. Jednak trochę za nią tęsknie, choć wiem, że już nie wróci.

Mam wrażenie, że nie tylko JA kogoś takiego zgubiłam. Nie robimy tego specjalnie wprowadzając różne (naturalne) zmiany w swoim życiu. Czasem są to  jakieś drobne, małe postanowienia. Nawet nie odbierane jako, jakieś wielkie rewolucje, ot tak, nagle postanawiamy czegoś nie robić lub właśnie coś robić. I tak nagle patrzymy na siebie w lustrze albo odczuwamy jakąś tęsknotę i okazuje się, że jesteśmy KIMŚ innym. To nie nic złego, tak po prostu jest. Nagle widzimy, że staliśmy się kimś innym.  Może chciałoby się nie mieć ograniczonego urlopu, koleżanek co są dorosłe, sztywnej godzinowo pracy, dzieci co nie pozwalają wyjść wieczorem. Jednak się zmieniamy. Naturalne, ale jakoś niepokojące. Oprócz zauważenia tej zmiany wydaje mi się, że na nowo musimy poznać ta nową OSOBĘ, którą się staliśmy. Może ona lubi coś zupełnie innego? Może jej sposoby na wolny czas są zupełnie inne? Może rzeczy, które są odłożone, odłożone są nie dlatego że nie ma czasu tylko .. że to nie dla nas? Może trzeba posłuchać tej osoby… i zmienić plany. Inaczej planować czas, jeśli poznamy się na nowo to może dostaniemy  NOWE możliwości.

To daje nam możliwość wymyślenia naszych nowych zwyczajów, zobaczenia nowych możliwości. Zamienić małe tęsknoty za tym kim się było w działanie. Inaczej zawsze będziemy nie tam gdzie trzeba. Ani tu, ani teraz tylko gdzieś ciągle zawieszeni.

Tu i teraz

Jednym z najtrudniejszych zadań jest po prostu BYĆ W TU I TERAZ.

Ciężko się skupić na tym co jest TU i TERAZ, bo coś nas kusi w przyszłości albo odzywa się z przeszłości.

Gdzieś nas dalej prowadzą nogi nauczone chodzić, serce gdzieś  się wyrywa. Od tak, na chwilę do tyłu albo na chwilkę do przodu. Może to takie poczucie, lekkie mrowienie w dłoniach, że to co się TU i TERAZ dzieję, to coś za mało, że jest coś jeszcze. Być tu i teraz to nie lada sztuka. Takie momenty rzadko się zdarzają. Sen niespokojny, poranek nerwowy, tydzień za szybki. Jakoś nie ma czasu na TU i TERAZ. Coś nas spowalnia lub za bardzo przyśpiesza. Gdzieś wyrywa, jakby skrywało tajemnice, że jest coś jeszcze. Coś kusi, że jutro rozwiąże nasze problemy, że jutro spełnimy marzenia, że jutro będzie inaczej. Ciągle nie zdążamy, na TU i TERAZ. Coś też kusi do tego co było. Do zaczętego przeglądania zdjęć, do przeglądania portali społecznościowych, do rozmyślań, że może trzeba było zrobić inaczej.

Kolekcjonuje momenty gdzie w pełni byłam TU i TERAZ i to właśnie one mi przypominają, że to możliwe.

Jak wtedy, kiedy małe dziecko śpi na Twoim sercu i śpi ufając, że TU i TERAZ jest bezpieczne.

Może jednak coś jest w prostych słowach rodziców, że na kłopoty najlepsza praca… W końcu ona nas sprowadza na TU i TERAZ. Może jednak coś jest w prostych słowach przyjaciela, że po prostu był dzień i minął.

Trudno mi się tego nauczyć, trudno mi polubić, trudno mi się skupić na tym TU i TERAZ.

Łaska dana nam jest do PEŁNA!

Zdecydowanie jestem wzrokowcem i to chyba dlatego tak często towarzyszy mi kartka i długopis. Nie wiem ile już razy robiłam podczas jakiejś konferencji czy kazania zamieszanie szukając w otchłani mojej torby jakiegokolwiek skrawka papieru i długopisu. Może do zapisanych słów nie wracam często, ale dzięki pisaniu one do mnie bardziej docierają. Są także pomocą podczas trudniejszych dni czy w czasie szukania odpowiedzi na trudne życiowe pytania.

Z drugiej strony, nie wiem jak WY macie, ale zdarza mi się często myśleć obrazami. Niestety nie jestem uzdolniona plastycznie (próbowałam rysować :) największe osiągnięcie to ładny dzbanek do herbaty :) ) i jeśli chodzą za mną jakieś obrazy to szukam kogoś kto mi coś narysuje. Na szczęście mam przy sobie ludzi, którzy lubią i chcą dzielić się swoim talentem.

Czytaj dalej

to już zdrada?

Podobno generuje przygody.

Podczas jednej z ostatniej zmian w mojej poprzedniej pracy zagadał mnie jeden klient. Normalny przeciętny Facet, koło 40., taki z dobra gadką. Najpierw było o moich pięknych oczach, potem gadaliśmy o tym że jestem wspaniała, a na końcu doszliśmy do tego, że jest bardzo zmęczony bo musiał sprzątać dom.

Potem już mówił sam. Wniosek za wnioskiem. O tak po prostu, że sprzątał dziś aż kilka godzin, bo KTOŚ w domu nie sprząta i ten KTOŚ  nie wie, że nie sprząta się dla samego SPRZĄTANIA, ale dla drugiej osoby i że powinno się to robić tak po prostu, ale z MIŁOŚCI.

Oczywiście tym kimś była ŻONA przeciętnego Faceta.

Czytaj dalej

kolejny rozdział

Mam wrażenie, że nasze życie można poukładać jak rozdziały w książce. Jeśli tylko usiądziemy  na spokojnie możemy zobaczyć, że na pewnych etapach jesteśmy czegoś uczeni przez Boga. Coś konkretnego w nas dojrzewa, coś ma na nas wpływ i większe znaczenie.

Pytanie co jest dla nas priorytetem i jak byśmy nazwali swój rozdział książki.

Czytaj dalej

dobrze zadawane pytania

Wiem, wierzę w to że Zły istnieje. tak samo mocno jak Wierzę w Boga. wiem, odczuwam we własnym życiu działanie obu. jestem wstanie czasem już przeczuć że Zły zaczyna atakować moje myśli dokładnie w moje słabości i zranienia i najczęściej dzieje się to wtedy kiedy.. po prostu jestem zmęczona, wyczerpana albo dużo się właśnie na raz dzieje.

tak samo ostatnio odkryłam, że zadaje sobie pytania które są w zasadzie pytaniami którymi powinniśmy sobie stawiać ale „źle” są sformułowane i przez co stają się moją… udręką.

i w tym działa Zły.

ale odpoczątku, z moim szalonym i nieobliczalnym charakterem mam tak ze czasem sobie coś wymyśle i ubzduram i po prostu to robię. bez przemyślenia, bez analizowania. po prostu tak robię. tak było z wyborem studiów i liceum. tak było z wyborem języków. ot tak. bo czemu by nie. i tak się skończyło w kiepskim liceum i na studiachz których zrezygnowałam.

ale.. chodzi o pytania. zastanawiałam  się czy zakon jest moim powołaniem. i wkółko w głowie zadaję zadawałam sobie pytanie czy zakon czy jestem powołana. a takie zagadnieniatrzeba rozebrać na części pierwsze.

co jest dla mnie ważne? czy chce być całe życie najbliżzej jak się da przy Jezusie? czy chce mu oddać w ten sposób życie?

nie wystarczy zadawac pytanie. trzeba podjac działania ktore pozwolą nam podjac decyzje. zawsze trzeba zaczac od modlitwy stałekj reguralnej. potem moze od literatury i rozmow. moze po tem trzeba moze probowac rekolekcji i wspolnot.

ale wydaje mi się ze to nei tylko do tego przykladu sie odnosi.
zadręczamy sie pytaniami ktore nei maja sensu.

NAPISAŁAM to kilka dni temu. Potem usłyszałam, że Pan przychodzi w Pokoju, nie udręce, w Spokojnym Sercu, co potwierdza moje przemyślenia.
i o tym chce pisać tutaj, na poważnie i na serio. o szukaniu – pytań i odpowiedzi.
o poszukiwaniu i o tym jak wyglądam ja – Kobieta- Ukochana przez Boga, w normalnym świecie gdzie czasem z wkraczając z moimi zasadami jestem brana za przybysza z kosmosu. jak każda inna ” Wierząca, katolicka kobieta w XXI w” (jak to patetycznie brzmi :D)
Wiem, że jestem Piękna dzięki Jego miłości i o tym i innych odkryciach pisać będę a co mi tam :)

sukienki

lato za nami..
chowam sukienki do szafy.. przetańczyłam w nich aż cztery wesela,.. chłonąc (?) miłość Państwa Młodych.. wieczory panieńskie..tyle zaskakujących spacerów w to lato było w tych sukienkach, wieczorów..

…….. delikatnie chowam do szafy na sam koniec..

byłam na rekolekcjach. i ciągle mnie zastanawia postawione na koniec pytanie.
dziesięć kobiet, z różnych miast z różnym doświadczeniem z róznymi zawodami
jedna z nich na koniec mówi że jak była młodsza tak w moim wieku nie miała takiej wiedzy jak my, najmłodsze w tej grupie. tylko czemu teraz potrzebujemy takiej wiedzy? czemu mamy tyle pytań? z czego to wynika? kiedyś kilkanaście lat temu kobiety nie szukały tylu odpowiedzi? dostawały je od swoich Mam? czemu tak szybko takie pytania sobie stawiamy?

nic nie rozumiem.. a sukienki poczekają na kolejne lato..

Panie Boże,
wiesz co.
A.