Tak, nie, inaczej, tego nie rób ,tak się zachowuj, tak zrób. Bóg jest Miłosierny!

Pomożesz mi to pojąć?

Mam nie stawiać sobie w głowie schematów tylko być otwarta na drugiego człowieka.

Znając swoje ‚ograniczenia’, ‚wady’ mam nie trzymać się siebie, swojego strachu tylko być otwartą na drugiego człowieka. Wchodząc w nową relacje mam nie trzymać się tej ‚relacji’ tylko po prostu ŻYĆ.

Poznając drugiego człowieka mam nie skupiać się na nim. Poznając drugiego człowieka mam nie skupiać się na sobie.Mam  wierzyć i żyć.

Będąc w relacji mam mówić co myślę i czuję, bo bez dialogu ktoś zobaczy efekty moich przemyśleń, a nie dowie się co siedzi we mnie. Mam jednak wyczuć co mówić i kiedy mówić, bo trzeba zdobyć zaufanie. Mam nie być ‚hop do przodu’ bo kobiecie nie wypada..
Tak, nie, inaczej, tego nie rób ,tak się zachowuj, tak zrób, tak nie rób, to wypada, tego już nie, ogarnij się, nie przesadzaj, weź na wstrzymanie. Tak, nie, inaczej, tego nie rób ,tak się zachowuj, tak zrób, tak nie rób, to wypada, tego już nie, ogarnij się, nie przesadzaj, weź na wstrzymanie. Tak, nie, inaczej, tego nie rób ,tak się zachowuj, tak zrób, tak nie rób, to wypada, tego już nie, ogarnij się, nie przesadzaj, weź na wstrzymanie. Tak, nie, inaczej, tego nie rób ,tak się zachowuj, tak zrób, tak nie rób, to wypada, tego już nie, ogarnij się, nie przesadzaj, weź na wstrzymanie.
wiesz co Boże?

Robimy głupoty i teraz.. tak się głupio ratujemy. Jakimiś zabezpieczeniami, schematami jakimiś ograniczeniami . Żeby nie bolało, żeby się udało, żeby było dobrze, żeby ktoś nas polubił. żeby on nie odszedł, żebyśmy nie zostali sami.

Grzech, nie wierność Tobie, spowodowała, że próbujemy się jakoś połatać, posklejać, tymczasową taśmą klejącą. Jedna łatka, druga łatka. I tak może dotrwamy, może ‚dopadniemy’ kolejną relację, Może się uda? może kolanem to przepchnę…?
Nie udało się.  Nie uda się. Tymczasowe nasze ludzkie rozwiązania nie dadzą rady. I tak wrócimy do tego co było, tylko jeszcze bardziej poranieni.
W roku miłosierdzia. Boże, obmyj mnie, nas swoim miłosierdziem.

Byśmy po ludzku nie próbowali siebie sklejać, naprawiać, polepszać, zmieniać czy udawać kogoś kim nie jesteśmy.

Chcemy żyć! W Tobie, w Twojej otwartości i Twojej Miłości. Matko prawdziwej Miłości naucz nas jej.

 

 

zostałam uzdrowiona.

Jak o tym napisać?

jak to ubrać  w słowa? Wiem, że muszę, że chce umieć o tym mówić. W końcu to nie stało się dla mnie, ale dla całego Kościoła Katolickiego. Przesadzam?

Zacznijmy od początku. To było kilka trudnych miesięcy. Walka samej siebie z… samą sobą. I nagle nie wiem nawet kiedy coś się wkradło. Chaos. W postaci, której JA, królowa codziennego chaosu, przestałam ogarniać. Co było najgorsze? że nie wiedziałam, że ten Chaos się wkradł. Myślałam, że to część mnie. Jednak to nie było „moje”. Co raz więcej myśli  na sekundę, co raz więcej agresji, przekleństw i co raz więcej myśli, które nie pochodziły ode mnie. Brak skupienia, chaos, zdenerwowanie, nie pokój.

Wielkanoc była trudna. Brak radości, niepokój, agresja w zachowaniu.

Dziwnym trafem trafiłam do mojej przyjaciółki na wiejską imprezę i tam podczas rozmowy doszło do mnie, że to nie jest ode mnie. Te myśli, ten Chaos nie jest mój. Nie pochodzi od Boga. Następnego dnia w Łodzi była Msza święta o uzdrowienie, od jakiegoś czasu w nich uczestniczyłam.

Nie modliłam się wcale o ogarnięcie tego chaosu, najpierw prosiłam o zdrowie, ale potem sama modlitwa przeszła na odebranie tego co nie jest ode mnie. O odebranie myśli które mnie zadręczały.

W czasie poznania usłyszałam: dziś została uzdrowiona kobieta która jest nękana przez szatana przez różne natarczywe myśli. Bóg Ci to zabiera i Cię uzdraiwa.

Nie uwierzyłam w to, kiedy z ambony usłyszałam, że osoby które doznały uzdrowienia mają zgłosić się do zakrystii, by później dać świadectwo uzdrowienia. W tym momencie pojawiły mi się w sercu wątpliwości. Czy to prawda? I prawie od razu „usłyszałam” wyraźne pytanie w sercu:

„Wierzysz w to, że zostałaś uzdrowiona? jeśli wierzysz zaświadcz to przed kościołem i daj świadectwo uzdrowienia.”

i tak się odważyłam, pomimo obaw, bania się mówienia o czymś czego jeszcze nie pojmuje. Powiedziałam, przed wszystkimi, ze jestem uzdrowiona i własnie to, że o uzdrowieniu otrzymanych łaskach trzeba mówić bo one są na chwałę Kościoła i dla umocnienia innych.

I tak właśnie jest. Usłyszałam CISZĘ. Zmieniło to wszystko.  Nie wiem z czego zostałam uzdrowiona, bo Boga nie mogę o to spytać :) :) , ale jestem wolna. I widzę po tym jak bardzo szatan o nas walczy. Jak miesza i jak już sami przestajemy wiedzieć co jest od nas a co nie. Co jest prawdą a co jest jego kłamstwem. Jak bardzo umie uderzyć w nasze słabe punkty.

Jednak najbardziej widze jak Bóg mnie kocha. Jak o mnie dba. Jak dokonał cudu i mnie uzdrowił. Wiem, że od tego momentu nie jest prościej. Przecież, gdzie działa Bóg, szatan próbuje uderzyć mocniej. Wiem, że uzdrowienie to ŁASKA którą dostajemy i musimy za nią pójść. Zmienić nasze nawyki zwyczaje by nie wrócić do poprzedniego stanu.

W poniedziałek wielkanocny zostałam uzdrowiona i powoli we mnie to dojrzewa. Próbuje się dowiedzieć jak i z czego i co dalej, ale chyba potrzebne są tu dwa najtrudniejsze środki – jak ktoś bliski powiedział. cierpliwość i czas.

ANIA

Dla mnie uzdrowienie to DROGA

uzdrowienie to ŁASKA

to WYBÓR TEJ WŁAŚNIE drogi.

Dziękuję.

zmienić reguły gry – odchudzanie… po chrześcijańsku :)?

Pół żartem – pół serio, ale może wyciągniesz z tego tekstu choć jedno dobre słowo. Postarajmy się odwrócić nasze myślenie.

Kochane dziewczyny,

każda z nas chce dobrze czuć się w swoim ciele. Czasem nie chodzi o to by zgubić dodatkowe kilogramy, ale mamy takie dni, miesiące czy o prostu czas w życiu, kiedy po prostu ciężko nam się patrzy w lustro. Nie chodzi o to, że widać po nas czy nawet o to że przytyłyśmy, ale o to, że my czujemy się inaczej. Nasze ciało nie jest takie jakie byśmy chciały. Odbiera nam to pewność siebie, a nasz uśmiech jest trochę bledszy niż zawsze. Inni tego nie widzą, ale my to odczuwamy. Wytłumaczenie czasem jest bardzo proste w końcu nasze ciało ciągle się zmienia w zależności od dnia naszego cyklu.

Jednak mam wrażenie, że wmówiono nam, że jeżeli zgubimy dodatkowe kilogramy to właśnie WTEDY albo TYLKO wtedy będziemy siebie lubić. Jednak bywa i tak, że jeśli nawet nam się uda schudnąć czy poprawić nasza kondycję to nie czujemy się tak jak tego oczekiwałyśmy. Nagle satysfakcja okazuje się za mała albo krótkotrwała. Oczywiście w odchudzaniu nie chodzi tylko o zgubienie kilku kilogramów, ale o zmiany w naszym życiu. Może jest takie błędne egoistyczne koło? Brak miejsca na łaskę? Może da się schudnąć, zmienić swój tryb życia, a przy okazji zrobić coś dobrego?

Jak pisałam to tekst z przymrożeniem oka, więc w takiej perspektywie dalej go czytaj.

Jeżeli odmówię sobie czekolady, słodyczy to może dzięki temu będę mogła przelać jakieś pieniądze na fundację. Zamiast wydawać pieniądze na słodycze.

Jeśli chce lepiej się odżywiać, to może gotując, będę miała okazję zaprosić do siebie swoich przyjaciół, dla których już dawno nie miałam czasu, ani sposobności by trochę z nimi pobyć.

Jeżeli zamiast siedzieć przed telewizorem pójdę na basen czy spacer to popracuje nad moim lenistwem i wyćwiczę silną wolę?

Jeśli nie kupię gotowych dań tylko poproszę mamę czy babcie żeby nauczyła mnie coś gotować to sprawię im przyjemność, spędzę z nimi czas, a przy okazji  zdobędę nowe umiejętności?

W miejscu doświadczenia „BRAKU” jest miejsce na Ł A S K Ę.

Gdy odmawiamy sobie czegoś, to właśnie coś przestaje być nasze i znów jest miejsce na łaskę. Odmawiając sobie słodyczy, pieniądze przestają być nasze. Odmawiając sobie filmu, czas przestaje być nasz, ale staje się ofiara i czymś co może spowodować coś dobrego, staje się miejscem nas Ł A S K Ę.

Winny: poniedziałek. Oskarżyciel: cały świat.

Ostatnio co raz częściej można spotkać się z atakiem  na biedny poniedziałek. Włączam radio i od razu słychać audycje „byle do piątku” wchodzę na portale społecznościowe, a tam od razu widzę obrazki z biednymi smutnymi zwierzątkami z napisem „nienawidzę poniedziałku”.
Czym ten poniedziałek zawinił?
Tym, że jest po Niedzieli?
Czemu nie może nam wystarczyć dwa dni odpoczynku i z nowymi siłami ruszyć  w Nowy Tydzień ?

Zadziwia mnie, to że nie potrafimy odpoczywać tak, żeby poniedziałek był dniem nowych sił i nowej „energii” do działania.  Czemu wszystko jest nastawione na to by zaczynać Nowy Tydzień od takiego nastawienia. Przecież to co robimy w ciągu tygodnia jest równie istotne. Właśnie to jak przeżyjemy tydzień  – czy pracowicie czy nie czy z dobrym nastawieniem czy nie pomaga nam twórczą i tak na prawdę zasłużenie odpocząć.

Kiedyś podczas błahej rozmowy z osobą którą się dawną nie widziałam. Na zasadzie „cześć co słychać, ładna pogoda”. Weszło na narzekanie pod tytułem „ooo… jest poniedziałek, jakie to straszne !”. Narzekając ta osoba sama do tego doszła, że przecież jakbyśmy nie narzekali na poniedziałek, bo by go nie było, to narzekalibyśmy na wtorek czy kolejny dzień który byłby początkiem tygodnia.

Zresztą, czy dla osób wierzących to Niedziela nie jest początkiem tygodnia?Czy to nie ona może być wyznacznikiem naszego działania i brania sił z Świętego Dnia?

Odwróćmy naszej myślenie, dajmy spokoju poniedziałkowi. Nie dajmy się zwieść temu, ze nasza praca i działanie jest tylko po to by wytrwać do Piątku.  Zaprzeczając Liroyowi, że ” Jest piątek, tygodnia koniec i początek”.

Doceniajmy naszą pracę, szczególnie w Adwencie, twórczo, a może szaleńczo odpoczywając w weekend.

„Kiedy nastał poranek dnia siódmego Bóg nie trudził się już stwarzaniem świata. W tym dniu Pan Bóg odpoczywał – i błogosławił dzień siódmy i uczynił ten dzień – świętym.”

lubię moją mgr.

To zdecydowanie nie jest dla mnie łatwy czas. Piszę pracę mgr. Wiem, moge powiedzieć że tego nie lubię że to przymus że może się obronie we wrześniu albo… kiedyś tam. Ale lubię to.

Nie chodzi o to, że nie chcę pisąc tej mgr, tylko o to jak bardzo musze zmierzyć się ze samą sobą i podporządkować swoje życie idei która może nie do końca ma sens. Nikt nie lubi jak ogranicza się jego wolność .

Mam temat który sama wymyśliłam, sama ch ciałam. Wybrałam przecież sama te studia, ale… wymaga to ode mnie zmierzenia się z szeregiem moich wad. Ciągle na nowo z lenistwem z bałaganem, ze stylem życia a nawet z brakiem pomocy rodzicom w domu. Lubię to, ale czasem brak sił i stres sięga paraliżujących momentów.

Nie lubię słowa „Stres”  ktoś powie czym się tu stresować, a tu wychodzi brak moich umiejętności wiedzy, to że zawiodę siebie, że znów czegoś nie potrafię, że nie zrozumiem, że to przekracza mnie i moje kompetencje, to że muszę mniej pracować, wiece mniej zarobię, to że nie umiem żyć bez ludzi i trudno mi wygenerować czas na pisanie, to że wszystko ma na mnie wpływ. Nagle ma istotne znaczenie o której pójdę spać i co zjem. Przesadzam? po prostu jest to dla mnie ważne. Chcę to zrobić dobrze, a tak rzadko mi coś wychodzi coś robię w 100%. Już koniec kwietnia, stres zamieszkał za rogiem.

Najbardziej dokucza to, że jest mnóstwo ludzi przy które patrzą? są? z tej strony ze to nie potrzebne że po co się spinam… Trudno to wytłumaczyć, ale myślę że jakoś żyjemy w czas w których łatwiej się ludzie wspierają w narzekaniu i w tym że coś nie warto robić niż w działaniu.

To chyba takie nasze zadanie Chrześcijan. Nie ewangelizować pustymi słowami, ale znakiem naszego działania. Naszego Chcenia wypełniania życia na maksa. Utwierdzania, ludzi że tak dasz radę i tak warto coś robić.

Panie Boże umocnij mnie w działaniu, bo tak bardzo tego teraz potrzebuje.

Odwróć wzrok od PUSTEGO GROBU

imagesKoniec wymówek, narzekań, zwalania na konsekwencje czy „po prostu mi nigdy nie wychodzi”, jestem za mało… utalentowany.. zdolny.., mam za mało czasu..  czy jakaś inna wypowiedziana wymówka, która serwujesz sobie czy innym.

 

 

wiesz? Chrystus Zmartwychwstał.

 

Wielki Piątek,

Chrystus umiera na krzyżu. Umiera i przybił na krzyżu Twoje lenistwo, Twoje wymówki, Twoje zaniedbanie dobra, wszystko z czym sam się zmagasz i do czego Jego nie dopuszczasz.

Adorując krzyż, adorując Jego rany myślałam o tym co chce oddać w tej chwili oddać, by umarło i zostało zabrane do grobu wraz z Nim,

potem następuje Sobota, a On Zmartwychwstał.

ODWRÓĆ WZROK OD GROBU!

Musisz tylko odwrócić wzrok od grobu. Nie patrz na to co tam zostało, zacznij Nowe Życie.

Wyobraź sobie, że budzisz się jutro i wiesz że nie jesteś leniwy, mało utalentowany, bałaganiarzem, łakomczuchem, nie masz problemu z nieczystością, kłamaniem czy czymkolwiek.

Jesteś NOWYM CZŁOWIEKIEM. On Zmartwychwstał, wyszedł z grobu, zostawił tam płótna. Każda decyzja czy skłamiesz, czy zaniedbasz dobro,  zmarnujesz  czas, jest decyzją Nowego Człowieka. Nie masz na co zwalać. Zacząłeś od Nowa. Zmartwychwstanie już się wydarzyło,

Nowy Człowieku, jaka jest Twoja decyzja na Jutro?  Zapytaj Go jaką ma wizje Ciebie i idź tą drogą!

(na podstawie kazań z Liturgii Paschalnej

w kościele Eucharystii, w Łodzi)

ALLELUJA!


” oddech weź,
już najgorsze jest za Tobą
w końcu gdzieś,
będzie lepiej, daję słowo
nie bój się,
uwierz w siebie, masz już wszystko
poczuj więc,
że przed Tobą cała przyszłość „

 A. Rojek Cisza i wiatr

(NIE) CHCE MI SIĘ część 2. skąd ono się bierze?

tak sobie myślałam o tym, że to NIE CHCE mi SIĘ, musi skąd się brać.

skąd ono się bierze?  może to NIE CHCE MI SIĘ jest tylko skutkiem, powstaje w  przypadku jakiegoś „braku” i wypełni naszą pustkę, pusty fragment życia i zalepia wszystko co jest nie dokończone, nie wypracowane, nie uporządkowane i powoduje że jakoś jesteśmy wstanie istnieć.

może to brak odwagi?

brak zaufania do Boga?

może to brak umiejętności organizacji sobie życia, stawiania sobie celów, brak podejmowania DECYZJI?

nie umiejętność BYCIA SAMEMU?

I tak w końcu nastanie ten moment ze zostanę sama . MOGĘ być najbardziej towarzyska osoba mieć milion rzeczy do zrobienia ale zawsze zostaje moment w którym zostanę sama ze swoją przestrzenią życiową  z moja pustka do zaakceptowania. w nic innego nie przemieni. zawsze będzie w Nas pewna tęsknota. Pewien brak,  w końcu każdy z nas ma w sobie „dziurę” która wypełni tylko Bóg.

Kiedyś jeszcze szukałam: wymówek albo   rozwiązań które były bardzo tymczasowe. Terapia nie będzie nigdy dobrym rozwiązaniem gdy sami nie włożymy w nią pracy. Podróżowanie stanie się ucieczka, a troska o znajomych stanie się zaangażowaniem w ich życie bardziej niż we własne.

trzeba zapytać Boga skąd to NIC MI SIĘ nie chce się bierze…

powołanie do Wieczności

Wiecie co uwielbiam w życiu?

Ciągłe odkrywanie. Ciągłe nowości ciągłe zaskoczenia od Boga.

Nowości.

Kiedyś myślałam że powołanie to małżeństwo, kapłaństwo .

Potem odkrywasz że to coś piękniejszego ze to plan na Ciebie. To miłość Boga do Ciebie to poszukiwanie odkrywanie.  Ale myślałam że do czegoś jednego wyjątkowego.

A teraz usłyszałam że ciągle Cie Bóg  powołuje. Nie kończy dzieła. On ciągle na nowo powołuje.

jeśli powołał CIę do małżeństwa to powołuje Cię do małżeństwa potem może do ewangelizacji do wychowywania do … i tak ciągle na nowo!!!

A na koniec powołuje Cię do Wieczności.

kolejne teorie czy modlitwa?

nie pisałam.

a powinnam, pisanie daje mi ukojenie, pozwala nabrać dystansu.

odciąża.

w zawirowaniach zagubieniu

wymyślamy historie teorie. może bardziej moze całkowicie prawdziwe. ale otaczamy się teoriami:

 

jak wyjść z kryzysu, jak teraz zmienić siebie i swoje życie jak stać się nagle lepszym. obietnice, czasem wszystkich sie pilnujemy i odgradzamy od tego co najważniejsze, czasem wszystko nam się nie udaje i popadamy w kolejny dołek.

zapominamy że najpierw najważniejsza jest modlitwa. Bóg.

żadna teoria nic nie zmieni. żadne posty i jałmużna nie otworzą nowej drogi. jeśli najpierw nie będzie modlitwy.

Żyj na jego chwałę.

Żyj tak aby ludzie chcieli go poznać patrząc na Ciebie.

Jesteś jego narzędziem.

 

 

„Samochód nie wie czemu jest samochodem. tylko jego stwórca wie do czego go stworzył”

polecam film nierozerwalna więź. może to nie film na skale oskara. ale wart tych dwóch godzin życia.

czasem życie daje Ci w kość byś nauczył się żyć jak trzeba.

co możesz?

czytałam ostatnio książke pt.: Rozwój, jak współpracować łaską – Moniki i Marcina Gajdów.

i nei mogę wyjść z zachwytu. patrze po przeczytaniu na tą książkę i nawet nei umeim opsiać słwoami ile tam mądrości i prostej.. dobroci do nas samych jest schwane na kazdej kartce tej książki.

może dlatego mi się wydaje tak niesamowita bo zupełnie po neij się tego nei spodziewałam. są autorzy, książki czy nagrania konferencji po których mamy przypuszczenie, że w 99 % będzie to hit. albo będzie to coś mocnego co nas trochę w łeb trzaśnie – wtym dobrym znaczeniu.

ale ta książka pojawiła się u mnie znikąd przez nikogo nei reklamowana ot, tak po prostu pod choinką.

i jedna rzecz któa bardzo bardzo utkwiła mi w głowie to :

na czym polega chrześcijaństwo.

a chrześcijańśtwo polega na tym co MOŻEMY dać, co MOŻEMY zrobić, co MOŻEMY powiedzieć.

a nie na tym czego NIE MOŻEMY.

to tak jak z przepisem na zupę. mamy wymienione składniki. i zero słów że nie możesz dodać cókru, majeranku i w ŻADNYM  nie dodawaj MĄKI.

 

z miłością i Chrześcijaństwem jest tak, że chodzi o to CO MOŻESZ a nie o to czego Ci nie wolno.

 

możesz kochać, wybaczać, miłować, uśmiechać, dawać, słuchać,

nie chodzi o to żebyś się zadręćzał tym czego nie  możesz ale żebyś dostrzegł szanse tego piękna któe możesz komuś dać.

więc każdego dnia zamiast się zadręczać z tym co masz problem spróbuj choć trochę odwrócić sytuację. nie powtarzaj sobie na przykład: nie gadaj tyle nie mów ciągle.

tylko pomyśl sobie że kogoś dziś wysłucham, że mogę słuchać, że mogę kogoś usłyszeć,, moge komuś dać mój czas i uwagę. krok po kroku .

 

Tak sobie myślę, że życie jest dużo ciekawsze jak je trochę odwrócimy do góry nogami.4954982

może przesadzam. może panikuję. może mam rację.

może przesadzam. może panikuję. może mam rację.

wiem że walka ciągle trwa. i że zgadzam się ze zdaniem „każdy dzień to albo pójśc do przodu choćby o krok a jak nie to znaczy że idziesz w tył” nie ma stania w miejscu, każdy dzień to wybór albo idę do przodu albo do tyłu.
łatwo po kilku dniach kiedy mamy w sercu (przed oczami an tapecie albo jakie określenie określające coś co jest w naszej hierarchii pierwsze na top liście rzeczy do zwalczenia w życiu :) ) mieć dośc kiedy kolejny raz nei udało nam się czegoś zmienić albo zmieny nie widzimy. oh! a jak bardzo denerwuje zdanie: „najważniejsze że widzisz że coś jest nie tak albo widzisz co jest nie tak” a ja nie powiem gdzie to mam..
ostatnio tworzy mi się, klaruje w głowie lista któa staje się dla mnie fundamentem podporą by właśnie nie robić kroku w tył przy walce z czymś, z jakimś zachowaneim lub wadą w naszym życiu, myślę że taką liste swoją musimy mieć. lsitę czy kodeks zasad bo inaczej doprowadizć siebie samego do szaleńśtwa. nawet jeśli nie wykonujemy listy całej, to moze włąsnie nie stosowanei się do listy powoduje że nie ma zmian w naszym życiu?co mi wyszło:
– nie denerwować się na siebie nie wypominać że nie zrobiło się milowego kroku na przód (nie wiem czy to tylko żeńskie typowe zachowanie czy też męskie że tak sobie lubimy podogryzać i powypominać że znó nam coś nie poszło)
– być w łasce uświęcającej
– odmawiać rachunek sumienia (patrz punkt pierwszy nie wypominam lecz podsumowuje co DOBREGO i złego ) – no postaraj się i wymień choć trzy dobre rzeczy które zrobiłeś dziś!
– rozwój duchowy czytanie książek Pisma św,
– czas tylko dla siebie

i druga część

!!!! modlić się rano i wieczorem o to co nas męczy i dręczy
1) być radykalną – albo w tą albo w tą z tą moją wadą nie ma że prawie mi się udało prawie zrobiłam albo prawie jest dobrze. prawie nie znaczy nic. albo nie ruszam się czegoś co grzech prowokuje do czasu „ustabilizowania siebie”
2) najpierw obowiązki potem przyjemności – w końcu „to trud nas kształtuje a nie przyjemności”
3_ stawianie sobie pytania – „ile w dniu dzisiejszym było dnia wczorajszego”
4) nie pozwalanie sobie na wymówki…

to chyba tyle.
to nie był najlepszy dzień.
ale dziękuję Ci za to że mogła go przeżyć.

Mój Anioł Stróż nie ma łatwego „życia” ;)

ktos mi kiedys powiedzial ze bardzo  osobiście tu piszę tu czy w innym miejscu. najpierw mnie to jakoś zakuło, że może znów za bardzo się upubliczniam wypowiadam i wypruwam na stronach internetowych, ale myślę i tym żyje, że moje życie jest świadectwem istnienia Boga i pokazuje, że Bóg każdego kocha w sposób nie opisany z milionem wad.

Z drugiej strony doświadczyłam, doświadczam jak Szatan nie tylko kusi nas do grzechu, ale powoduje, że zamiast powiedzieć komuś o naszym problemie to zamykamy się z naszym grzechem hodujemy tajemnice z której rosną kolejne kłamstwa. zamykamy się z naszym grzechem. myślimy o sobie co raz to najgorsze sprawy i myślimy że tylko my mamy z tym problem. a tak nie jest. czasme ktoś bardzo blisko nas ma z tym samym problem. a juz samo poczucie, że nie walczysz z tym sam daje dużo. Mi daje.

historia ta jest banalna w pewien sposób.

jestem z pełnej dobrej rodziny, ale gdzieś wyhodowało mi się w głowie ogromny głód miłości. zły to wykorzystał.

w pewnym czasie byłam wstanie zrobić wszystko by przekroczyć wszystkie możliwe granice by ktoś mi pokazał że jestem kochana jestem coś warta. coś znaczę.

i tak poznałam kogoś o 7 lat starszego. a teraz myślę, że byłam dobrą zabawą dla niego jakimś wyzwaniem.

wpadłam w obsesje na jego punkcie. właściwie zatarło mi się wszystko. to czy mu się narzucam czy nie czy za dużo wymagam czy za mało. długo myślałam  że coś z tego będzie. przekraczałam kolejne granice nieczystości. od najgorszego uratował mnie mój Anioł Stróż, powtarzał jak mantrę o czystości przed ślubem. nei zdawałam sobie sprawy co oznacza CZYSTOŚĆ w pełni.

na spokojnie nie jestem wstanie powiedzieć ile lat zajęło to wszystko, nawet keidy zdawałam sobie sprawę że coś jest nie tak, to była moja odskocznia. był na mój telefon. w końcu miał z tego korzyść.

neiw iem czy to cztery lata trwało?

nie ważne. wiem, że Chrystus pokazał mi że mogę z tego wyjść i ciągle na nowo uczy mnie że jestem kochana. że jestem warta miłości.

a przede wszystkim pokazuje mi jak bardzo ważne jest jak nauczyć kochać – samą siebie. to od tego się zaczyna.

a potem postawił mi kapłanów, przyjaciół, przypadkowych ludzi którzy mnie z tego wyprowadzili.

pokazał że zmierzam ku śmierci swojego serca.

że nie trzeba się bać. że trzeba zamknąć wszystkie furtki, oddać wszystkie obrazy, wszystkie lęki,

przygotował mnie do spowiedzi generalnej

a każdego dnia na nowo pokazuje mi że mnie kocha.

powiedziałam za dużo? może. wiem że oddałam ten grzech CHrystusowi, że oddaje mu obrazy które siedzą gdzieś w pamięci. staram się wybaczyć sobie.

Tak bardzo jak skrzywdziłam siebie tak milion razy bardziej ukochał mnie CHRYSTUS kiedyś mi powiedział że jestem jego ukochaną Malwą. i tego się trzymam.

 

i wiem że przekroczyłam znowu coś. kiedyś myślałam że nie wypowiem tego nagłos. a właśnie ogłosiłam całemu światu..