czym się karmisz?

czym się karmisz?

Bóg mówi do Nas w różny sposób. Czasem łagodnie na adoracji w ciszy naszego serca, do niektórych przemawia przez piękno przyrody, czasem dosłownie, do innych przez kogoś. Ostatnie olśnienie naszło mnie w najmniej oczekiwanym momencie. Siedząc w samochodzie w podróży łódź-Częstochowa- Łódź-Gdynia-Łódź i to wszystko w ciągu 22godzin.

Jedna rozmowa sprawiła, że poczułam się jak Dobra Wróżka, która znalazła odpowiedź na najtrudniejsze pytanie świata. Ba! Nawet nie na jedno, a na jakieś tysiąc! Oświecenie naszło, kiedy nie zgadzałam się z współpasażerami wyprawy – dyskusja dotyczyła dorosłych relacji z rodzicami. Dyskusja dała mi jednak odpowiedź na inne pytania, jak przyjaźń damsko-męska, jak powinna wyglądać relacja z Kapłanem jako Twoim spowiednikiem czy kierownikiem duchownym. Zrozumiałam, że na te pytania odpowiedź jest jedna i jest kolejnym pytaniem. Może oczywista, ale do mnie dotarła dopiero teraz. Co karmisz w tej relacji?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, kiedy mamy byś samodzielni, kiedy relacje z rodzicami mają zejść na drugi plan, czy przyjaźń damsko-męska jest dobra. Nie ma jednoznacznych na to odpowiedzi. To tak jakby zastanawiać się czy mamy jeść owoce czy słodycze. Można na to odpowiedzieć pod kątem zdrowotnym, pod kątem tego co chcemy często robić albo brać zupełnie inne czynniki pod uwagę.

Najważniejsze jest pytanie co w tym Co chcesz karmić,  Jaki masz w sobie głód?

Czy relacja damsko-męska uczy Ciebie budowania relacji z płcią przeciwną czy już zaspokaja Twoją samotność i przez to … przestajesz się realizować siebie i swoje powołanie. Jakie są źródła głodu, pragnienia? Czy relacja z rodzeństwem, z siostrzenicami, dziećmi Twoich przyjaciół, zaspokaja Twój instynkt macierzyński/ojcowski i już nie szukasz odpowiedzi na swoje powołanie czy jest dobrym czasem rozwoju i budowania wspomnień? Jaki masz w sobie głód? i najważniejsze pytanie – Jak go karmisz?

Mamy w sobie odwieczny głód Boga w sobie. Jednak żyjąc pojawiają się jeszcze inne tęsknoty w Nas. Za drugą  osobą, za rodziną, za tym żeby nas ktoś podziwiał czy kochał. Najtrudniejsze to nie uciekać od tego. Tęsknoty nie są złe, póki chcemy się z nimi zmierzyć i świadomie je „nakarmić”. Łatwo zejść z drogi do Nieba próbując czymś na prędko się nażreć, gdzieś przeczekać głód serca, nie zmierzać się ze sobą. Znajdźmy czas i zastanówmy się za czym tęsknimy i jak się karmimy.