W górach, trochę bliżej Boga.

W górach, trochę bliżej Boga.

Warunki idealne. Mam w końcu biurko, wczoraj znowu usłyszałam spisuj swoje historie – więc jest zachęta, a nawet mam ciastka prosto z Włoch (brzydko, ale szczerze mówiąc z miłości do nich po prostu sprawnie się wokół nich zakręciłam i zamiast jednego mam całą miskę Tyle wygrać ! :) )

Biurko, ciasta, zachęta, czyjaś wiara w moje możliwości, ot wszystko.

Ostatnia przygoda pod tytułem #generatorprzygod wydarzyła się w ostatnią majówkę. Miałam wybór majówki ze znajomymi, ale coś mnie kusiło, żeby mimo wszystko zrobić coś innego. Szukałam pracy na wakacje (czytaj na własny długi nauczycielski urlop szukałam innej pracy bo nie jestem przyzwyczajona do długiego urlopu :D) i tak zamiast pracy na wakacje dostałam opatrznościowo (czytaj Bóg..**) pracę na czas majówki. Jjak to ? no właśnie u mnie to tak już jest (choć według rad wszystkich bliskich naprawdę ! staram się nie nakręcać !) samo przychodzi czyli czytaj u mnie Bóg dba o mnie**. Ponad moją wyobraźnię i miarę, ja chcę coś on DAJE tysiąc razy więcej, ba! nawet nieskończoną liczbę razy więcej. Ot tak, trafiła mi się praca w górach w schronisku.

Co na pewno, to polecam wszystkim ludziom tego świata mieszkanie i pracowanie w schronisku.

– Krótka historia – nienawidzę chodzić po Tatrach (trauma dzieciństwa :D) i dopiero od ponad roku poznaję góry i się okazało, że przywiązanie do gastronomii jest na tyle duże, że potrafię chodzić po górach tylko jeśli to jest przerywane schroniskiem i możliwością leżenia na trawie kontemplowaniem gór chmur i oczekiwaniem na kolejne schronisko albo przygodę. Byle nie za wysoko pod górę ;)-

Wyobraźcie sobie, mieszkacie w schronisku. Schodzicie w ciągu  dziewięciu dni tylko dwa razy na Mszę święta i tyle. (no i przy okazji oczywiście do kawiarni na dole :) Nic więcej. Rano człowiek się budzi i może radośnie podejść do samiutkiej krawędzi i stanąć nad przepaścią i pić kawę albo bardziej przyziemnie człek wstaje (czytaj Bóg..**) do ubikacji za potrzebą o 5 rano i … trafia na wschód słońca (jego pierwszy w życiu lub w górach) w otoczeniu zachwycających chmur. Jednak to co mnie urzekło  przede wszystkim to ludzie. Czy to możliwe, że ludzie którzy śpią w schronisku to inni ludzie i to z gatunku trochę milsi i bardziej otwarci? Nie ma problemu do kogoś zagadać, zając się nawet na chwilę czyimiś dziećmi. Wstać dla tych dzieci dużo wcześniej i po prostu zjeść z nimi śniadanie. Przed wyprawą w góry zagrać w planszówkę. Nie ma problemu zaczepić kogoś i pójść z nim w góry, pożegnać się z nim, a następnie spotkać go znów w schronisku z jego nowo poznanym znajomym.. ze szlaku. Zgadać, pośmiać się, zaczepić, poradzić, wyżalić na pogodę czy ucieszyć się z pogody. Ot tak, po prostu, bez problemu.

Ktoś (chyba na przekór mi :) ) powiedział, że w górach jesteśmy bliżej Boga. To może dlatego tam czułam się bezpieczna, w pełni sobą i otwarta na wszelkie szalone pomysły? Może w górach jesteśmy faktycznie troszkę bliżej Boga i bliżej samych siebie?

Jak tylko kiedyś będziecie mogli spędźcie kilka dni w górach, podejmijcie tam pracę lub zagadajcie do kogoś. Ot tak po prostu, by być bliżej siebie.

Ha tysiąc wątków? :) to wyobraźcie sobie co jest w mojej głowie! Bóg to jednak jakoś ogarnia. TO najważniejsze.