styczeń!

Nie polubiliśmy się z tym Panem.

Przyszedł sobie tak po cichu i w niespodziewany sposób, bo właściwie to dla mnie godzinę wcześniej niż planowałam. Na dodatek przyszedł w zupełnie innych okolicznościach niż bym mogła się spodziewać, a tak na prawdę to jeszcze postanowił mnie najpierw zauroczyć. Tak zupełnie i niespodziewanie. Kto mógłby przypuszczać, że pojadę do Rygi na sylwestra? A tam spotkam, zgodnie z przesuniętym czasem, STYCZEŃ godzinę wcześniej?

Nie polubiliśmy się od razu.

Przyszła codzienność. Już nie ma powodu i mobilizacji by wstać wcześniej na Roraty i być z siebie tak b a r d z o zadowoloną, że się wstało i dobrze dzień zaczęło.

Przyszedł sobie STYCZEŃ i nawet pozwolił mi na spełnienie kilku małych wyzwań czy zrobienie zaległych spraw, ale po chwili jakoś z tym STYCZNIEM przyszło też zniechęcenie, znużenie, senność i brak oddechu. Nic jakoś się nie chce, JAKOŚ tak po prostu nie wiadomo skąd trudniej się ogarnąć do działania.Nie wiadomo skąd czuje się taki opór i wszystko idzie wolniej. Narzeka się przyjemniej, częściej z rąk leci, smutnym jakoś się łatwiej chodzi.. ale jakoś STYCZNIOWI stało się przykro.

I właściwie mi też.

Bo czy styczeń jest winny że jest STYCZNIEM? jak mi ktoś ostatnio powiedział. za rok tez będzie styczeń, a właściwie luty jest jeszcze gorszy. no tak, styczeń ma do pary jeszcze luty…

może można jakoś zaradzić na przypadłość styczniową?

wzięłam się do działania! po pierwsze bardzo dobry artykuł:

Lista 27 uszczęśliwiaczy, które pozytywnie wpływają na moje ciało, umysł i duszę

Nazwałabym to też sposobami na walczenie ze STYCZNIEM , dodałabym od siebie do tego WIERNOŚĆ, w tym co działo się wcześniej, do tego co sobie mówiłam i nadal robienie tych rzeczy, które robiłam wtedy gdy miałam więcej energii.

Do tego trzeba dodać dużą dawkę akceptacji, że po prostu mamy mniej siły. Właśnie może styczeń nie jest czasem walki z naszymi największymi słabościami, wadami czy lękami, może to dobry czas na niedzielny obiad z przyjaciółmi, na spokojne czytanie książek czy oddanie się naszym zapomnianym pasją.

po drugie wcieliłam to w życie

i dodałam do listy upieczenie ciasta dla przyjaciółek , którego zawsze się bałam – bezy!, spędzam czas z moim siostrzeńcem, a najchętniej siedzę w moim fotelu prowadzę rozmowy telefoniczne albo z kubkiem gorącej herbaty z kolejną książką w ręce. I wcale nie planuje daleko, bo przecież jeszcze LUTY przed nami.

Może się polubimy?

 

słoneczne ciasto idealne na styczeń ;)