Tak, nie, inaczej, tego nie rób ,tak się zachowuj, tak zrób. Bóg jest Miłosierny!

Pomożesz mi to pojąć?

Mam nie stawiać sobie w głowie schematów tylko być otwarta na drugiego człowieka.

Znając swoje ‚ograniczenia’, ‚wady’ mam nie trzymać się siebie, swojego strachu tylko być otwartą na drugiego człowieka. Wchodząc w nową relacje mam nie trzymać się tej ‚relacji’ tylko po prostu ŻYĆ.

Poznając drugiego człowieka mam nie skupiać się na nim. Poznając drugiego człowieka mam nie skupiać się na sobie.Mam  wierzyć i żyć.

Będąc w relacji mam mówić co myślę i czuję, bo bez dialogu ktoś zobaczy efekty moich przemyśleń, a nie dowie się co siedzi we mnie. Mam jednak wyczuć co mówić i kiedy mówić, bo trzeba zdobyć zaufanie. Mam nie być ‚hop do przodu’ bo kobiecie nie wypada..
Tak, nie, inaczej, tego nie rób ,tak się zachowuj, tak zrób, tak nie rób, to wypada, tego już nie, ogarnij się, nie przesadzaj, weź na wstrzymanie. Tak, nie, inaczej, tego nie rób ,tak się zachowuj, tak zrób, tak nie rób, to wypada, tego już nie, ogarnij się, nie przesadzaj, weź na wstrzymanie. Tak, nie, inaczej, tego nie rób ,tak się zachowuj, tak zrób, tak nie rób, to wypada, tego już nie, ogarnij się, nie przesadzaj, weź na wstrzymanie. Tak, nie, inaczej, tego nie rób ,tak się zachowuj, tak zrób, tak nie rób, to wypada, tego już nie, ogarnij się, nie przesadzaj, weź na wstrzymanie.
wiesz co Boże?

Robimy głupoty i teraz.. tak się głupio ratujemy. Jakimiś zabezpieczeniami, schematami jakimiś ograniczeniami . Żeby nie bolało, żeby się udało, żeby było dobrze, żeby ktoś nas polubił. żeby on nie odszedł, żebyśmy nie zostali sami.

Grzech, nie wierność Tobie, spowodowała, że próbujemy się jakoś połatać, posklejać, tymczasową taśmą klejącą. Jedna łatka, druga łatka. I tak może dotrwamy, może ‚dopadniemy’ kolejną relację, Może się uda? może kolanem to przepchnę…?
Nie udało się.  Nie uda się. Tymczasowe nasze ludzkie rozwiązania nie dadzą rady. I tak wrócimy do tego co było, tylko jeszcze bardziej poranieni.
W roku miłosierdzia. Boże, obmyj mnie, nas swoim miłosierdziem.

Byśmy po ludzku nie próbowali siebie sklejać, naprawiać, polepszać, zmieniać czy udawać kogoś kim nie jesteśmy.

Chcemy żyć! W Tobie, w Twojej otwartości i Twojej Miłości. Matko prawdziwej Miłości naucz nas jej.

 

 

zostałam uzdrowiona.

Jak o tym napisać?

jak to ubrać  w słowa? Wiem, że muszę, że chce umieć o tym mówić. W końcu to nie stało się dla mnie, ale dla całego Kościoła Katolickiego. Przesadzam?

Zacznijmy od początku. To było kilka trudnych miesięcy. Walka samej siebie z… samą sobą. I nagle nie wiem nawet kiedy coś się wkradło. Chaos. W postaci, której JA, królowa codziennego chaosu, przestałam ogarniać. Co było najgorsze? że nie wiedziałam, że ten Chaos się wkradł. Myślałam, że to część mnie. Jednak to nie było „moje”. Co raz więcej myśli  na sekundę, co raz więcej agresji, przekleństw i co raz więcej myśli, które nie pochodziły ode mnie. Brak skupienia, chaos, zdenerwowanie, nie pokój.

Wielkanoc była trudna. Brak radości, niepokój, agresja w zachowaniu.

Dziwnym trafem trafiłam do mojej przyjaciółki na wiejską imprezę i tam podczas rozmowy doszło do mnie, że to nie jest ode mnie. Te myśli, ten Chaos nie jest mój. Nie pochodzi od Boga. Następnego dnia w Łodzi była Msza święta o uzdrowienie, od jakiegoś czasu w nich uczestniczyłam.

Nie modliłam się wcale o ogarnięcie tego chaosu, najpierw prosiłam o zdrowie, ale potem sama modlitwa przeszła na odebranie tego co nie jest ode mnie. O odebranie myśli które mnie zadręczały.

W czasie poznania usłyszałam: dziś została uzdrowiona kobieta która jest nękana przez szatana przez różne natarczywe myśli. Bóg Ci to zabiera i Cię uzdraiwa.

Nie uwierzyłam w to, kiedy z ambony usłyszałam, że osoby które doznały uzdrowienia mają zgłosić się do zakrystii, by później dać świadectwo uzdrowienia. W tym momencie pojawiły mi się w sercu wątpliwości. Czy to prawda? I prawie od razu „usłyszałam” wyraźne pytanie w sercu:

„Wierzysz w to, że zostałaś uzdrowiona? jeśli wierzysz zaświadcz to przed kościołem i daj świadectwo uzdrowienia.”

i tak się odważyłam, pomimo obaw, bania się mówienia o czymś czego jeszcze nie pojmuje. Powiedziałam, przed wszystkimi, ze jestem uzdrowiona i własnie to, że o uzdrowieniu otrzymanych łaskach trzeba mówić bo one są na chwałę Kościoła i dla umocnienia innych.

I tak właśnie jest. Usłyszałam CISZĘ. Zmieniło to wszystko.  Nie wiem z czego zostałam uzdrowiona, bo Boga nie mogę o to spytać :) :) , ale jestem wolna. I widzę po tym jak bardzo szatan o nas walczy. Jak miesza i jak już sami przestajemy wiedzieć co jest od nas a co nie. Co jest prawdą a co jest jego kłamstwem. Jak bardzo umie uderzyć w nasze słabe punkty.

Jednak najbardziej widze jak Bóg mnie kocha. Jak o mnie dba. Jak dokonał cudu i mnie uzdrowił. Wiem, że od tego momentu nie jest prościej. Przecież, gdzie działa Bóg, szatan próbuje uderzyć mocniej. Wiem, że uzdrowienie to ŁASKA którą dostajemy i musimy za nią pójść. Zmienić nasze nawyki zwyczaje by nie wrócić do poprzedniego stanu.

W poniedziałek wielkanocny zostałam uzdrowiona i powoli we mnie to dojrzewa. Próbuje się dowiedzieć jak i z czego i co dalej, ale chyba potrzebne są tu dwa najtrudniejsze środki – jak ktoś bliski powiedział. cierpliwość i czas.

ANIA

Dla mnie uzdrowienie to DROGA

uzdrowienie to ŁASKA

to WYBÓR TEJ WŁAŚNIE drogi.

Dziękuję.