Mój Anioł Stróż nie ma łatwego „życia” ;)

ktos mi kiedys powiedzial ze bardzo  osobiście tu piszę tu czy w innym miejscu. najpierw mnie to jakoś zakuło, że może znów za bardzo się upubliczniam wypowiadam i wypruwam na stronach internetowych, ale myślę i tym żyje, że moje życie jest świadectwem istnienia Boga i pokazuje, że Bóg każdego kocha w sposób nie opisany z milionem wad.

Z drugiej strony doświadczyłam, doświadczam jak Szatan nie tylko kusi nas do grzechu, ale powoduje, że zamiast powiedzieć komuś o naszym problemie to zamykamy się z naszym grzechem hodujemy tajemnice z której rosną kolejne kłamstwa. zamykamy się z naszym grzechem. myślimy o sobie co raz to najgorsze sprawy i myślimy że tylko my mamy z tym problem. a tak nie jest. czasme ktoś bardzo blisko nas ma z tym samym problem. a juz samo poczucie, że nie walczysz z tym sam daje dużo. Mi daje.

historia ta jest banalna w pewien sposób.

jestem z pełnej dobrej rodziny, ale gdzieś wyhodowało mi się w głowie ogromny głód miłości. zły to wykorzystał.

w pewnym czasie byłam wstanie zrobić wszystko by przekroczyć wszystkie możliwe granice by ktoś mi pokazał że jestem kochana jestem coś warta. coś znaczę.

i tak poznałam kogoś o 7 lat starszego. a teraz myślę, że byłam dobrą zabawą dla niego jakimś wyzwaniem.

wpadłam w obsesje na jego punkcie. właściwie zatarło mi się wszystko. to czy mu się narzucam czy nie czy za dużo wymagam czy za mało. długo myślałam  że coś z tego będzie. przekraczałam kolejne granice nieczystości. od najgorszego uratował mnie mój Anioł Stróż, powtarzał jak mantrę o czystości przed ślubem. nei zdawałam sobie sprawy co oznacza CZYSTOŚĆ w pełni.

na spokojnie nie jestem wstanie powiedzieć ile lat zajęło to wszystko, nawet keidy zdawałam sobie sprawę że coś jest nie tak, to była moja odskocznia. był na mój telefon. w końcu miał z tego korzyść.

neiw iem czy to cztery lata trwało?

nie ważne. wiem, że Chrystus pokazał mi że mogę z tego wyjść i ciągle na nowo uczy mnie że jestem kochana. że jestem warta miłości.

a przede wszystkim pokazuje mi jak bardzo ważne jest jak nauczyć kochać – samą siebie. to od tego się zaczyna.

a potem postawił mi kapłanów, przyjaciół, przypadkowych ludzi którzy mnie z tego wyprowadzili.

pokazał że zmierzam ku śmierci swojego serca.

że nie trzeba się bać. że trzeba zamknąć wszystkie furtki, oddać wszystkie obrazy, wszystkie lęki,

przygotował mnie do spowiedzi generalnej

a każdego dnia na nowo pokazuje mi że mnie kocha.

powiedziałam za dużo? może. wiem że oddałam ten grzech CHrystusowi, że oddaje mu obrazy które siedzą gdzieś w pamięci. staram się wybaczyć sobie.

Tak bardzo jak skrzywdziłam siebie tak milion razy bardziej ukochał mnie CHRYSTUS kiedyś mi powiedział że jestem jego ukochaną Malwą. i tego się trzymam.

 

i wiem że przekroczyłam znowu coś. kiedyś myślałam że nie wypowiem tego nagłos. a właśnie ogłosiłam całemu światu..