ŻEGNAMY STAN PANIEŃSKI :)

Nie, nie mój ;)

Na ostatnim weselu (może przed ostatnim?) trochę się zacięłam i jak zdarta płyta powtarzałam: „na ilu to weselach byłam w ciągu pięciu lat”. Trudno się dziwić, że ktoś w końcu zapytał czemu w kółko o tym mówię.. może dlatego, że w końcu udało mi się to policzyć? a może dlatego, że ciągle mnie zadziwia, ile było tych wesel? jakieś… dwadzieścia w przeciągu pięciu lat.

Czytaj dalej

czym się karmisz?

czym się karmisz?

Bóg mówi do Nas w różny sposób. Czasem łagodnie na adoracji w ciszy naszego serca, do niektórych przemawia przez piękno przyrody, czasem dosłownie, do innych przez kogoś. Ostatnie olśnienie naszło mnie w najmniej oczekiwanym momencie. Siedząc w samochodzie w podróży łódź-Częstochowa- Łódź-Gdynia-Łódź i to wszystko w ciągu 22godzin.

Jedna rozmowa sprawiła, że poczułam się jak Dobra Wróżka, która znalazła odpowiedź na najtrudniejsze pytanie świata. Ba! Nawet nie na jedno, a na jakieś tysiąc! Oświecenie naszło, kiedy nie zgadzałam się z współpasażerami wyprawy – dyskusja dotyczyła dorosłych relacji z rodzicami. Dyskusja dała mi jednak odpowiedź na inne pytania, jak przyjaźń damsko-męska, jak powinna wyglądać relacja z Kapłanem jako Twoim spowiednikiem czy kierownikiem duchownym. Zrozumiałam, że na te pytania odpowiedź jest jedna i jest kolejnym pytaniem. Może oczywista, ale do mnie dotarła dopiero teraz. Co karmisz w tej relacji?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, kiedy mamy byś samodzielni, kiedy relacje z rodzicami mają zejść na drugi plan, czy przyjaźń damsko-męska jest dobra. Nie ma jednoznacznych na to odpowiedzi. To tak jakby zastanawiać się czy mamy jeść owoce czy słodycze. Można na to odpowiedzieć pod kątem zdrowotnym, pod kątem tego co chcemy często robić albo brać zupełnie inne czynniki pod uwagę.

Najważniejsze jest pytanie co w tym Co chcesz karmić,  Jaki masz w sobie głód?

Czy relacja damsko-męska uczy Ciebie budowania relacji z płcią przeciwną czy już zaspokaja Twoją samotność i przez to … przestajesz się realizować siebie i swoje powołanie. Jakie są źródła głodu, pragnienia? Czy relacja z rodzeństwem, z siostrzenicami, dziećmi Twoich przyjaciół, zaspokaja Twój instynkt macierzyński/ojcowski i już nie szukasz odpowiedzi na swoje powołanie czy jest dobrym czasem rozwoju i budowania wspomnień? Jaki masz w sobie głód? i najważniejsze pytanie – Jak go karmisz?

Mamy w sobie odwieczny głód Boga w sobie. Jednak żyjąc pojawiają się jeszcze inne tęsknoty w Nas. Za drugą  osobą, za rodziną, za tym żeby nas ktoś podziwiał czy kochał. Najtrudniejsze to nie uciekać od tego. Tęsknoty nie są złe, póki chcemy się z nimi zmierzyć i świadomie je „nakarmić”. Łatwo zejść z drogi do Nieba próbując czymś na prędko się nażreć, gdzieś przeczekać głód serca, nie zmierzać się ze sobą. Znajdźmy czas i zastanówmy się za czym tęsknimy i jak się karmimy.

Idzie nowe, nowa JA?

Zatęskniłam ostatnio, za kimś kogoś dawno nie widziałam. Kogo dawno nie słyszałam, kto dawał mi  poczucie wolności swobody i tego beztroskiego śmiechu. Nie umiem podać konkretnego momentu, kiedy znikła mi z oczu ta osoba. Może to była konkretna data w kalendarzu? Może dłuższy proces? Może, jak z dziurawego kubka, powoli uciekała przez palce? Tak jakoś w różnych decyzjach w rożnych sekundach,  gdzieś uleciała mi z rąk. Z planu dnia czy grafiku miesiąca. Lubiłyśmy się choć mało ją doceniałam, mało się o nią troszczyłam. Nawet  może ktoś by powiedział, że była za mało rozsądna. Przesadnie spontaniczna, a przede wszystkim zbyt emocjonalna. Jednak trochę za nią tęsknie, choć wiem, że już nie wróci.

Mam wrażenie, że nie tylko JA kogoś takiego zgubiłam. Nie robimy tego specjalnie wprowadzając różne (naturalne) zmiany w swoim życiu. Czasem są to  jakieś drobne, małe postanowienia. Nawet nie odbierane jako, jakieś wielkie rewolucje, ot tak, nagle postanawiamy czegoś nie robić lub właśnie coś robić. I tak nagle patrzymy na siebie w lustrze albo odczuwamy jakąś tęsknotę i okazuje się, że jesteśmy KIMŚ innym. To nie nic złego, tak po prostu jest. Nagle widzimy, że staliśmy się kimś innym.  Może chciałoby się nie mieć ograniczonego urlopu, koleżanek co są dorosłe, sztywnej godzinowo pracy, dzieci co nie pozwalają wyjść wieczorem. Jednak się zmieniamy. Naturalne, ale jakoś niepokojące. Oprócz zauważenia tej zmiany wydaje mi się, że na nowo musimy poznać ta nową OSOBĘ, którą się staliśmy. Może ona lubi coś zupełnie innego? Może jej sposoby na wolny czas są zupełnie inne? Może rzeczy, które są odłożone, odłożone są nie dlatego że nie ma czasu tylko .. że to nie dla nas? Może trzeba posłuchać tej osoby… i zmienić plany. Inaczej planować czas, jeśli poznamy się na nowo to może dostaniemy  NOWE możliwości.

To daje nam możliwość wymyślenia naszych nowych zwyczajów, zobaczenia nowych możliwości. Zamienić małe tęsknoty za tym kim się było w działanie. Inaczej zawsze będziemy nie tam gdzie trzeba. Ani tu, ani teraz tylko gdzieś ciągle zawieszeni.

czyste szaleństwo? żyć każdego dnia.

Zaczynam Nowy Rok (a jednak zniżki na pociąg będą moje!) i powrót po milionie podróży. Po raz kolejny zmarnowałam czas na portalach społecznościowych.  Przeglądałam zdjęcia i pojawiały mi się kolejne wpisy o tym jak super ogarnąć życie. Jak wszystko się uda, jak możesz zmienić swoje życie. Patrzyłam też na zdjęcia, ślubne, chrzciny, dalekie podróże. Potem zamknęłam to wszystko i.. już chciałam rwać się do wielkich przemian i zmian. Wszystko zacząć od nowa. Zaczęłam oddychać.. wdech wydech wdech wydech.

Po woli doszło do mnie, że prawdziwym szaleństwem jest wierność.

Wierność w tym, że codziennie rano wstaję. Choć nie mam siły. W tym, że spłacam krok po kroku moje długi. Nawet w tym, że uśmiechnę się choć nie mam na to ochoty. W tym, że nie zmienię swojego życia od tak nagle, tylko małymi krokami, których może nawet nie zauważam. Każdą decyzją potwierdzającą moje wcześniejsze decyzje. Każdym krokiem który potwierdza te decyzje. Każdą modlitwą, słowem do Boga.

To jest szaleństwo wierność, małe kroki, każde przełamanie siebie. To jest to życie na maksa. Wierne sobie.

 

zrób ze sobą COŚ

W czasie takim jak jest ostatnio, ciężko mi się odbiera telefony od znajomych, bo boję się, że już nie chcą tego słuchać. Wstydzę się już w kółko mówić to samo. Nadawać czerni i otchłani nowe słowa czy wartość. By nie zabrzmiały tak jak ostatnio, tak jak wczoraj, tak jak rok temu. Czy ja mogę zrobić coś innego? Choć to nie do końca uczciwe w taki czas staram się robić cokolwiek, co by było działaniem. Nie są to rzeczy, które są na liście moich priorytetów, ale są one jakimś bodźcem by się ruszyć, zmienić perspektywę.

I tak w tym tygodniu udało się:

  • dokończyć pierwszy stołek. Stał sobie pod klatką, czekając na nowego właściciela. Zdjęłam stare obicie, wyjęłam wszystkie stare zszywki, oczyściłam go papierem ściernym i na nowo pomalowałam bezbarwnym lakierem. Z resztą na pomoc przyszła mi przyjaciółka. Nowe obicie i mam trochę więcej lata u siebie w pokoju :)
  • ugotować pierwszy w życiu gulasz :), zrobić pierwsze w tym sezonie leczo i upiec prawdziwe letnie ciasto – czyli LATO  w kuchni w pełni.

– https://www.kwestiasmaku.com/przepis/ciasto-jogurtowe-z-truskawkami-i-kruszonka polecam :)

z truskawkami wychodzi super, a z porzeczkami musiałam dużo dłużej piec choć było równie dobre (moje ulubione połączenie słodkiego ciasta i kwaśnych owoców ) to dla początkujących polecam najpierw truskawki. Znajomi, rodzina zadowoleni (współlokatorka czeka na następne ;) ) porównują do drożdżowego ale dużo szybsze i prostsze w zrobieniu.

  • przepis na leczo : https://www.zajadam.pl/dobre-przepisy/leczo
    • używam tylko po to bo… nie mogę zapamiętać kolejności dodawania składników. Oczywiście częśc składników pominęłam (boczek, słoninę.. ) i nie za bardzo trzymałam się proporcji ale! zdecydowanie przez kolejność dodawania i obowiązkową dla mnie cukinie i charakterystyczną dla lata jasno zieloną paprykę i świeże pomidory przepis pomaga by zrobić najlepsze leczo na świecie, które smakuje jak lato !
  • Byłam u spowiedzi, polecam spowiedź w tak trudnym czasie, bo przecież nie chodzi o to żeby tylko się wyspowiadać, ale oddać Bogu w niej to co nam utrudnia odnalezienie Światła w życiu.

Może nie są to rzeczy na których faktycznie się chciałam skupić w tym tygodniu, ale … chociaż tyle udało się zrobić.

 

tęsknota

Przejrzałam szybko w głowie mój kalendarz i nagle się okazało, że mam wolny weekend.

wolny weekend? trzeba gdzieś wyjechać!  już prawie pakowałam się w góry, kombinowałam kogo by tu nagle odwiedzić i co tu ciekawego wymyślić, a w końcu weekend już po wypłacie to tym bardziej… ale przecież ostatni delegacje totalnie mnie wymęczyły. Nie chciałam już nigdzie wyjeżdżać… To za czym tęsknie? Łatwo się domyśliłam, że króciutki pobyt w lesie obudził tęsknotę. Po prostu zrywanie kwiatków i plecenie wianków; zamiast siedzenie przy stole na imprezie integracyjnej w pracy  dużo bardziej cieszyło. To właśnie obudziło tą tęsknotę.W końcu ile ja dni spędzałam w każde lato w totalnej wolności leśno-polnej ;) Obozy harcerskie, kursy, biwaki, spływy i inne wypoczynki na łonie natury.  Lubię czuć trawę pod stopami, zrywać kwiaty i czuć ta letnią wolność do niczego innego nie podobną. Pachnącą spokojem i latem. Wolnością, słońcem i swobodą. Już odliczam dni do kolejnego takiego wypadu. Choć na chwilę móc znów być  stworzeniem polno-leśno-błotnym ;)

 

Kompromisy

 

(ikona napisana przez członków wspólnoty Cenacolo)

Dziś też będzie refleksja nad bardzo dobrą książką. Długo się zbierałam by znów coś napisać, bo nie ukrywam, że ostatniej notatki się trochę wystraszyłam (tak że postanowiłam ją ukryć..). Czasem nie wyczuwam granicy co mogę opublikować, a co powinno zostać dla mnie. Mam wrażenie, że nasze życie nie jest dla nas samych, ale dla także dla innych by mogło być świadectwem Bożej miłości. Ukryty post był o małżeństwie. Po jego publikacji napisał do mnie ktoś, kto chyba myślał że to było ogłoszenie :)  Nie miałam takich intencji . Chciałam dać świadectwo tego jak święty Józef działa  w moim życiu na różne sposoby.

Miało być o książce …

Trafiła w końcu w  moje ręce książka Dotknij Boga. Książka jest relacją z podróży bez pieniędzy i bez dokładnego planu. Autor obrał sobie za cel poznanie miejsc gdzie można doświadczyć Bożej miłości na co dzień. Cała książka jest warta uwagi, ale najbardziej zapadła mi w pamięć relacja autora z pobytu w domu wspólnoty Cenacolo.  Z włoskiego znaczy to ‚wieczernik’. Tych którzy mało wiedzą o wspólnocie gorąco polecam poszukać informacji na jej temat. Wspólnota została założona przez siostrę Elwirę Petrozzi we Włoszech. Teraz działa w różnych miejscach na świecie. Ta chrześcijańska wspólnota powstała w celu niesienia pomocy młodym ludziom z problemami, szczególnie narkomanom. Nie chcę tu jednak opisywać wszystkiego co dotyczy tej wspólnoty, bo o tym możecie poczytać w tej książce lub gdzieś znaleźć sami.

Jednak jest coś co bardzo poruszyło moje serce. Wspólnota ma wiele reguł, które pomagają młodym wyjść z uzależnienia. Terapeutami oprócz  modlitwy – Boga są ludzie, którzy przeszli tą samą drogę wyjścia z nałogu. Osoba uzależniona trafiająca do Cenacolo trafia pod opiekę „Anioła stróża”, który tak jak osoba która przyszła przeszła tą samą drogę odstawienia. Jaka to lekcja pokory!

Wyobraźcie sobie, my ludzie wychodząc z jakiegoś uzależnienia robimy co możemy by gdzieś od tego uciec. Nie prowokować sytuacji, które będą nam przypominały o tym co przeszliśmy. Tu jednak człowiek staje jak w lustrze z człowiekiem który jest na początku drogi którą przeszliśmy. Trzeba zobaczyć na nowo siebie, pomóc komuś bez złości przejść przez tak trudny początek. Jak dla mnie to trudna droga dyskomfortu. Cenecolo uczy uczciwej pracy, więc zdarza się, że Anioł Stróż nie dość, że pilnuje na każdym kroku to jeszcze czasem musi wykonać pracę swojego podopiecznego. Być i wspierać. Trzeba przyjrzeć się sobie raz jeszcze.

We wspólnocie obowiązuje dużo zasad i na początku wydawały mi się mocno typowe. Dla przykładu: nie można posiadać zegarka, by między innymi nie odliczać ile zostało nam czasu do końca wyznaczonego zadania.

Praca, którą wykonują członkowie wspólnoty NIE jest wybierana pod kątem tego co kto potrafi. Już tłumaczę :) Jeśli jesteś piekarzem będziesz próbować budowlanki, jeśli znasz się na stolarce będziesz piec chleb. Jeśli dobrze gotujesz nauczysz się malować. Kolejny moment pozbawienia strefy komfortu znalezienia się w zupełnie nowej sytuacji gdzie z pokora musisz stanąć gotowy do nowych zadań.

I jest jeszcze coś w tej wspólnocie co myślę, że dla każdego z nas byłoby dobrym rachunkiem sumienia. Nazwałabym to roboczo „traceniem twarzy i chodzeniem na kompromisy”

Ile razy w ciągu dnia chodzimy na kompromisy? Zaniedbujemy dobro albo dopuszczamy się do małych kompromisów; udajemy że pracujemy; jeździmy bez biletu (w końcu tylko jeden przystanek); parzymy dłużej kawę w pracy  (bo trzeba omówić wszystkie ploteczki) niż to konieczne ? Siedem tysięcy razy sprawdzamy pocztę (bo może w końcu przyjdzie coś ciekawego), a przecież wystarczy tylko raz. Ile razy chodzimy w ciągu dnia idziemy na taki kompromis? Tak to nie jest grzech. Jednak jak przeczytałam o tym w tej książce, zaskoczyło mnie ile tego jest w moim życiu. Takich kompromisów, tyle ustępstw, tyle bylejakości. Przyzwyczajamy się do takich kompromisów, że przestajemy je zauważać. Osoby będące we wspólnocie Cenacolo są uczeni, żeby do takich rzeczach  przyznawać się publicznie. Osoby uzależnione jak nikt inny potrafią kłamać – w swoim nałogu przestali rozróżniać co to dobro, a co to zło.  Uczone są, więc na nowo tych granic. Wyobraźmy sobie, że codziennie mamy powiedzieć komuś jak trochę przechytrzyliśmy czas pracy sprawdzając milion razy pocztę, będąc tysiąc razy w łazience i dużo wolniej pracując, bo akurat nam się nie chciało. Może nie mamy tego robić przed naszym szefem z pracy czy wykładowcą z uczelni, ale po prostu przed Bogiem.

Nie zapomnijmy o MIŁOŚCI, którą mamy innym dawać.

O tym, że nie chodzi o to, żeby nie grzeszyć, ale o perspektywę Miłości Dobra i Uczciwości którą mamy podać dalej, każdego dnia.

 

Tu i teraz

Jednym z najtrudniejszych zadań jest po prostu BYĆ W TU I TERAZ.

Ciężko się skupić na tym co jest TU i TERAZ, bo coś nas kusi w przyszłości albo odzywa się z przeszłości.

Gdzieś nas dalej prowadzą nogi nauczone chodzić, serce gdzieś  się wyrywa. Od tak, na chwilę do tyłu albo na chwilkę do przodu. Może to takie poczucie, lekkie mrowienie w dłoniach, że to co się TU i TERAZ dzieję, to coś za mało, że jest coś jeszcze. Być tu i teraz to nie lada sztuka. Takie momenty rzadko się zdarzają. Sen niespokojny, poranek nerwowy, tydzień za szybki. Jakoś nie ma czasu na TU i TERAZ. Coś nas spowalnia lub za bardzo przyśpiesza. Gdzieś wyrywa, jakby skrywało tajemnice, że jest coś jeszcze. Coś kusi, że jutro rozwiąże nasze problemy, że jutro spełnimy marzenia, że jutro będzie inaczej. Ciągle nie zdążamy, na TU i TERAZ. Coś też kusi do tego co było. Do zaczętego przeglądania zdjęć, do przeglądania portali społecznościowych, do rozmyślań, że może trzeba było zrobić inaczej.

Kolekcjonuje momenty gdzie w pełni byłam TU i TERAZ i to właśnie one mi przypominają, że to możliwe.

Jak wtedy, kiedy małe dziecko śpi na Twoim sercu i śpi ufając, że TU i TERAZ jest bezpieczne.

Może jednak coś jest w prostych słowach rodziców, że na kłopoty najlepsza praca… W końcu ona nas sprowadza na TU i TERAZ. Może jednak coś jest w prostych słowach przyjaciela, że po prostu był dzień i minął.

Trudno mi się tego nauczyć, trudno mi polubić, trudno mi się skupić na tym TU i TERAZ.

W górach, trochę bliżej Boga.

Warunki idealne. Mam w końcu biurko, wczoraj znowu usłyszałam spisuj swoje historie – więc jest zachęta, a nawet mam ciastka prosto z Włoch (brzydko, ale szczerze mówiąc z miłości do nich po prostu sprawnie się wokół nich zakręciłam i zamiast jednego mam całą miskę Tyle wygrać ! :) )

Biurko, ciasta, zachęta, czyjaś wiara w moje możliwości, ot wszystko.

Ostatnia przygoda pod tytułem #generatorprzygod wydarzyła się w ostatnią majówkę. Miałam wybór majówki ze znajomymi, ale coś mnie kusiło, żeby mimo wszystko zrobić coś innego. Szukałam pracy na wakacje (czytaj na własny długi nauczycielski urlop szukałam innej pracy bo nie jestem przyzwyczajona do długiego urlopu :D) i tak zamiast pracy na wakacje dostałam opatrznościowo (czytaj Bóg..**) pracę na czas majówki. Jjak to ? no właśnie u mnie to tak już jest (choć według rad wszystkich bliskich naprawdę ! staram się nie nakręcać !) samo przychodzi czyli czytaj u mnie Bóg dba o mnie**. Ponad moją wyobraźnię i miarę, ja chcę coś on DAJE tysiąc razy więcej, ba! nawet nieskończoną liczbę razy więcej. Ot tak, trafiła mi się praca w górach w schronisku.

Co na pewno, to polecam wszystkim ludziom tego świata mieszkanie i pracowanie w schronisku.

Czytaj dalej

this is us

Też lubicie w wolnym czasie oglądać seriale? To jedna z moich ulubionych form relaksu. Szczególnie odpoczywam przy takich,  które  trafiają do mojego serca i zostawiają w nim dobry ślad.   Ostatnio moim ulubionym jest serial „This is us”. Choć opis na stronach poświęconych serialom jest bardzo lakoniczny i wcale do niego nie zachęca.

„Serial skupia się na historii wielu bohaterów urodzonych tego samego dnia, których losy dziwnym zbiegiem okoliczności zaczynają się splatać.”

Na szczęście nie zniechęciłam się opisem i sama sprawdziłam co to za nowość. Polecam to każdemu. Serial został wyprodukowany w Stanach Zjednoczonych. Nie spodziewałam się, że niby zwykła historia rodzinna odniesie tak duży sukces. Serial jest wyróżniony kilkoma nagrodami w tym za najlepszy scenariusz, a także zostały już zamówione jego kolejne transze.

Co możemy zobaczyć w „This is us” i czemu warto temu poświęcić swój czas? Jest to dobra historia o małżeństwie, rodzinie i … co dla mnie najważniejsze o sile i wartości rodziny.

W serialu poznajemy młode małżeństwo Jacka  i Rebecce. Jest to ich historia opowiedziana z perspektywy ich dzieci, ale jest to też retrospekcja wydarzeń z ich życia, początków ich znajomości, małżeństwa, narodzin dzieci. Z każdym odcinkiem dowiadujemy się co raz więcej z historii tej rodziny, ale także z tego co dzieje się u nich obecnie. Serial zawiera wiele wątków o rodzicielstwie, ojcostwie, macierzyństwie, małżeństwie, o miłości, trudnościach w wychowaniu czy relacjach. Pokazuje problemy czy radości, ale w nietypowy sposób dla dzisiejszych czasów. Ukazuje rodzinne jako wartość, o którą warto się starać i o którą warto dbać.

Twórcy serialu nie raz utarli mi nosa, a raczej schematom którymi myślę. Ostatnio zapadła mi w głowę scena z 12 odcinka. (spoiler! ;) )

Rebecca kocha śpiewać i po urodzeniu dzieci dostaję ofertę ponownego dołączenia do            zespołu. Trudno jej łączyć macierzyństwo z pasją, ale się nie podaje. W kapeli jest mężczyzna         któremu wpada w oko i tak mamy scenę jak z typowej komedii romantycznej. Już mi się         gdzieś pojawia myśl, że może Rebecca zdradzi swojego męża. W końcu to tak często zdarza             się w najnowszych filmach czy serialach. Podrywający ją mężczyzna próbuje zagrać na jej                 uczuciach do męża. Jednak to nie trop w tej opowieści. Słyszymy zdecydowane słowa głównej             bohaterki, która broni swojego męża i punktuje to jak bardzo on się dla niej stara.

„Jeśli mnie Jack kocha? (…) Mój mąż pracuje po 12 godzin i do  domu wraca padnięty. Odkąd dołączyłam do zespołu przejął resztę moich obowiązków domowych żebym mogła tu przychodzić. Moi synowie grają w futbol i zawsze szybciej kończy pracę żeby być z nimi na meczu (…) żeby wiedzieli że na trybunach jest ktoś kto ich wspiera i kocha. (..) Mój mąż to superbohater”

Nie chcę wam za bardzo zdradzać fabuły, ale myślę że każda żona i mąż, każda kobieta i mężczyzna ma co się uczyć od tych postaci. Niesamowity jest też obraz Rebecci jako matki, która będąc w ciąży stoi przy łóżeczkach swoich jeszcze nienarodzonych dzieci. W bardzo prosty sposób jest pokazany jej lęk przed narodzinami trojaczków. Opowiada, jak bardzo nie może się ich doczekać –  na  to co czeka, ale także  że nie będzie idealną mamą, ale mówi że na pewno jej dzieci będą szczęściarzami mając takiego tatę. To tylko dwa momenty wyłapane z wyemitowanych odcinków.

Jesteśmy zaproszeni do prawdziwej historii rodziny, która równie dobrze mogłaby być naszymi sąsiadami. Zdecydowanie nie jest to serial dla ludzi, którzy lubią hiszpańskie telenowele. Nie ma tu wielkich efektów specjalnych. Jest to po prostu dobry serial o życiu. Chwytający za serce. Myślę, że oglądanie tego serialu to dobry sposób na relaks, ale także można wiele się z niego nauczyć,

przyjaźń

  Takie dni jak dziś są jak prezent pośród za szybko biegnącego czasu. Leniwe śniadanie; chęć nauki wloskiego; ciepłe promienie sloneczne; chwila na dobrą książkę. Nie wiem skąd biorą się nagle takie dni, bo wczoraj nie było dobrze, bo może jutro nie będzie dobrze, ale właśnie teraz jest ot, tak po prostu spokojnie.

Zostałam obdarowana niesamowitymi przyjaźniami w moim życiu takimi , które nie tylko powodują że Ci dobrze. Tylko takimi, które powodują, że musisz od siebie więcej wymagać. Takimi, które twardo Cię uczą, że nie którzy ludzie są z nami tylko na chwilę i nie ma sposobu ich zatrzymać. Najbardziej jednak niesamowite jest to, że widzę jak bardzo przez te chwilę z   moimi przyjaciółkami mówi Bóg. Jak powoduje żebym nie była sama, żebym lepiej rozumiała co się w moim życiu dzieje, żebym jeszcze więcej się uczyła o samej sobie.

Nie wiem czy jestem dobra przyjaciółka. Możliwe ze czasem za bardzo wymagam i za bardzo się troszczę. Za bardzo chce dla kogoś dobra zapominając o nim samym.. to takie moje ze za rzadko pytam DLACZEGO a od razu szukam rozwiązania. Z pomocą przychodzi dziś tekst z książki „Stworzona przez Boga” Tammy Evevard,  który jest jednym z najpiękniejszych fragmentów o przyjaźni jaki czytałam.

Dziękuję Boże, za każdą przyjaźń jaka w życiu doświadczyłam. Zadzwonicie, napiszcie po prostu, ot tak zaskoczcie  tych, którzy są dla Was najbliżsi, a może właśnie tych którzy byli kiedyś Wam bardzo bliscy. Z którymi kontaktu już nie macie. Sami do Nieba nie wejdziemy, myślę że to też zasługa ludzi , którzy są obok Nas.

styczeń!

Nie polubiliśmy się z tym Panem.

Przyszedł sobie tak po cichu i w niespodziewany sposób, bo właściwie to dla mnie godzinę wcześniej niż planowałam. Na dodatek przyszedł w zupełnie innych okolicznościach niż bym mogła się spodziewać, a tak na prawdę to jeszcze postanowił mnie najpierw zauroczyć. Tak zupełnie i niespodziewanie. Kto mógłby przypuszczać, że pojadę do Rygi na sylwestra? A tam spotkam, zgodnie z przesuniętym czasem, STYCZEŃ godzinę wcześniej?

Czytaj dalej